Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image

IntoKino | 30/04/2017

Scroll to top

Top

2 komentarze

Wysoki lot „Birdmana”, reż. Alejandro González Iñárritu, 2014

Wysoki lot „Birdmana”, reż. Alejandro González Iñárritu, 2014

Ponad sto lat temu, gdy kino rozpoczynało swój żywot, ruchome obrazy oddziaływały na widza na zasadzie magicznych mocy. Legenda mówi, że pierwsi widzowie pociągu wjeżdżającego na stację, nakręconego przez braci Lumière, zaczęli się wzajemnie tratować w obawie przed pojazdem nadjeżdżającym z ekranu. Tego typu odczucie nierzeczywistości było i stale jest kluczem do fascynacji kinem. Alejandro Iñárritu sięgnął po mistrzowsku do źródeł, przypominając w „Birdmanie” jak można posługiwać się językiem filmowym.

Michael Keaton wciela się w postać podstarzałego aktora z Broadwayu, znanego głównie dzięki popularnym filmom o superbohaterze z zamierzchłych czasów – co przy okazji jest mrugnięciem oka zza kamery, gdyż dawno temu Keaton rzeczywiście grał Batmana (pierwszego, którego ja osobiście pamiętam). By przybliżyć stan emocjonalny głównej postaci, wystarczy przypomnieć cytat z innego klasyka; „ty możesz skończyć z przeszłością, ale przeszłość nie skończyła z Tobą”, który mógłby wytatuować sobie w dowolnym miejscu ciała. Tytułowe ptaszysko roztacza nieustannie cień, metalicznym pogłosem sącząc diabelskie podszepty.

Osadzając akcję w samym centrum nowojorskiego gwaru, film w nowoczesny sposób zachowuje jedność miejsca i czasu. Jestem pod dużym wrażeniem szerokiego wachlarza narzędzi filmowych, którym posługuje się Iñárritu w ramach tej konwencji. Niezauważalny montaż płynnie współgra z ruchem kamery, traktując czas jak materię płynną, osadzając akcję w ciągu kilku tylko dni, na zapleczu teatru przepełnionego gorączkowymi przygotowaniami do premiery sztuki.

Ścieżki przeszłości i teraźniejszości spotykają się na scenie i wokół niej, zgodnie z oczekiwaniem widza udającego się do teatru. Zza kulis może wyjść ktokolwiek; aktor, prawnik, była żona, córka… Dzięki interakcjom bohatera z otoczeniem, reżyser krok po kroku buduje charakterystykę Riggana (Keaton), przyglądając mu się niczym w odbiciu lustrzanym.

bird1

Alexander Iñárritu wie, jak posługiwać się językiem filmu. Korzysta z najnowszych narzędzi, odnosząc się do rzeczywistości XXI w., by jednocześnie budować opowieść na zasadach konstrukcyjnych klasycznego dramatu. Keaton, Ed Norton, Emma Stone, Naomi Watts i inni pierwszorzędni aktorzy budują pełen konfliktów świat Riggana. Tworzą przy tym niezależne i pełnokrwiste postaci, za którymi podążymy równie chętnie, jak za głównym bohaterem.

Ponieważ jednak jestem starym malkontentem, muszę na koniec wspomnieć o elemencie, który nie przekonuje mnie w pełni. Otóż nie jestem pewien, czy w stu procentach uwierzyłem głównemu bohaterowi. Zmagania Riggana wyglądają momentami jak wieczna przepychanka między uczniami o to, kto jest najważniejszy w klasie. Obok generalnie świetnych dialogów celnie opisujących rzeczywistość, odczułem kilka kiksów. Było ich niewiele, ale budowanie tak skomplikowanej psychologii musi być równie precyzyjne, jak kreacja plastycznej formy filmu – w przeciwnym wypadku konstrukcja może rozpaść się jak domek z kart.

Tak czy owak wszelkie elementy sztuki filmowej, od aktorstwa i reżyserii, przez scenografię, zdjęcia i montaż, są kompletne w najnowszym filmie Iñárritu. Ten nowoczesny film psychologiczny nikogo nie powinien pozostawić obojętnym dzięki demokratycznej dystrybucji odmiennych postaw każdej  z postaci. Główny bohater szarpie się z życiem w niedostępnym dla większości teatrze, ala na tej scenie pałętamy się przecież wszyscy. Pytanie tylko, jaki sufler podszeptuje nam do ucha na codzień, bo od tego zależy współodczuwanie ostatniej zagrywki „Birdmana”.

Tytuł: Birdman
Reżyseria: Alejandro González Iñárritu
Scenariusz: Alejandro González Iñárritu, Nicolás Giacobone, Alexander Dinelaris, Armando Bo
Premiera: 2014
Czas Trwania: 119 min.
Produkcja: USA

Komentarze

  1. Nie powiedziałbym, że Keaton mnie nie przekonał, ale wybitny też nie był. Te wszystkie nagrody i nominacje… Czy naprawdę nie było w tym roku lepiej zagranych ról?

    PS Apostrof stawia się tylko po głoskach niemych, np. Edwarda Nortona obsadzono w roli Mike’a Shinera.

    • PfW

      Dzięki za uwagę, poprawiłem.

      Myślę, że Norton był lepszy niż Keaton, używając określeń muzycznych; był bardziej „selektywny”. No ale to jednak rola drugoplanowa, co do pierwszoplanowych to chyba nie było ról wykrzyczanych w tak dobrej kompanii i dlatego pewnie te wszystkie nominacje.

Dodaj komentarz