Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image

IntoKino | 15/12/2017

Scroll to top

Top

Wolny strzelec (ang. Nightcrawler), reż. Dan Gilroy, 2014

Wolny strzelec (ang. Nightcrawler), reż. Dan Gilroy, 2014

Mocne wrażenie robią pierwsze sceny „Wolnego strzelca”. Niedoświetlone obwodnice pulsują światłami setek pojazdów, sterowanych przez ludzi zdających się szukać własnego miejsca w nieprzyjaznej krainie. W tak nieprzystępnym świecie pogrążonym w kryzysie bezwzględna samodzielność zmusza do chwytania każdej formy zarobku, a wychudzona twarz Jake’a Gyllenhalla w pełni oddaje realia pustego amerykańskiego portfela. Innymi słowy, reżyserowi udało się uwypuklić samotność bohatera, wywołując we mnie podejrzaną satysfakcję z powszechnych składek społecznych. Ale źródło jego dalszych poczynań i kariery w branży telewizyjnej jest ukryte znacznie głębiej.

Reżyser i scenarzysta Dan Gilroy zestawia kryzys ekonomiczny z niemoralnymi wyborami Luisa Blooma. Wyglądający jak bezdomny strach na wróble Jake Gyllenhall doskonale wszedł w skórę odgrywanej postaci. Jednak wgryzając się głębiej w jej duszę, widzimy przede wszystkim obraz człowieka wyzutego z emocjonalnej bliskości z innymi ludźmi. Opowiadając o bezwzględności mediów i wywoływanych przez nie demonów, reżyser próbuje uchwycić ograniczenia bohatera traktującego relacje z innymi, co najwyżej, jak wzór prostego równania arytmetycznego.

Natomiast banalne kalkulacje mediów są już niemal faktem oczywistym i choć któryś z wydawców codziennych news’ów jeszcze nieśmiało próbuje mamrotać coś o „etyce”, jest oczywiste, że liczy się tylko „rating”. W tym wątku „Wolny strzelec” ciekawie koresponduje z klasykiem Sidneya Lumeta „Network” (1976) opowiadającym o transformacji myślenia o telewizji i wiadomościach, mających przede wszystkim przyciągać jak największą liczbę widzów, nie dbając o wiarygodność. Początek procesu, o którym opowiadał Lumet, kończy się widokiem quasi-reportera z małą cyfrową kamerą w dłoni, pochylonego nad twarzą półżywej ofiary w filmie Dana Gilroya.

Jeszcze bardziej złowieszcze jest fakt, że emocjonalna postawa Blooma ma być nie tylko osobistą niedojrzałością, a raczej ubocznym efektem socjalizowania. Pragnienie samowystarczalności, efektywności, skuteczności, czyli haseł wpajanych od małego, w niesprzyjających warunkach może ulec groźnej deformacji. Neurotyczne powtarzanie przez Blooma wzajemnych „praw i obowiązków”, bardziej przypomina proces analityczny sztucznej inteligencji niż człowieka.

Żałuję tylko, że w całym tym realistycznym osadzeniu „Wolny strzelec” nie jest w stu procentach konsekwentny. Nad twórcą tak efektownie zrealizowanego filmu w pewnym momencie górę bierze nasza, wciśnięta w fotel pogoń za sensacją, a opowieść o Luisie Bloom traci pierwotne sedno, uciekając nieco w filmowe klisze i mimowolnie schlebiając bezdusznym decyzjom.

Jakie są rzeczywiste powody niemoralnych wyborów bohaterów filmu? Jaki jest kolejność tej uczuciowo-ekonomicznej układanki? „Wolny strzelec”, mimo zagubienia celu, jest na tyle mocny, że najlepiej przekonać się samemu.

Tytuł: Wolny strzelec (ang. Nightcrawler)
Reżyseria: Dan Gilroy
Scenariusz: Dan Gilroy
Premiera: 2014
Czas Trwania: 117 min.
Produkcja: USA

Krótki zwiastun, ale nawet on jest spoilerem

Dodaj komentarz