Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image

IntoKino | 28/04/2017

Scroll to top

Top

Wilk z Wall Street (ang. The Wolf of Wall Street), reż. Martin Scorsese, 2013

Wilk z Wall Street (ang. The Wolf of Wall Street), reż. Martin Scorsese, 2013

Jeśli ktoś był rozczarowany najnowszą wersją „Wielkiego Gatsby” powinien dla równowagi zobaczyć „Wilka z Wall Street”. Oba tytuły łączy nie tylko Leonardo Di Caprio, lecz również rozmach noworyszowskiej rozpusty. Bohater „Wilka…” ma jednak cechę, która wyróżnia go na tle szacownego poprzednika – gra o najwyższą stawkę do końca, nudząc się sentymentem i blond włosami. Do księżyca nie wyje, raczej trzyma głowę pochyloną w dół, w stronę śnieżnej królowej z długimi nogami. Nie nudzi się nigdy i my jako widzowie nudzić się też nie będziemy.

Giełdowy oszust Jordan Belford to postać prawdziwa. Jego zdolność mamienia naiwnych nabywców i podkręcania maklerów do wciskania kitu – w imieniu „wielkiego jutra” – przyniosła mu bogactwo przekraczające wszelką przyzwoitość. Po trupach przeciętnego obywatela, oczywiście łamiąc prawo, zbudował złoty pałac, w którym wygodnie mogło być tylko jemu samemu i ewentualnie jego kumplom. O tym facecie trzeba mówić z dystansem, choć nie da się ukryć, że da się lubić. Jego magnetyczna siła ma działać również z wielkiego ekranu i Di Caprio ze swojego zadania wywiązuje się na piątkę.

Śnieżna królowa to oczywiście tony koksu nakręcające chłopaków od rana do nocy, dzięki czemu sprostać mogą nieprzebranej ilość opłacanych dam. Jedno udało się Skorsese na pewno – rozpusta jest tu pierwsza klasa, a dziki szał chłopaków bezwzględnie definiuje ich horyzonty. Film utrzymuje tempo gazu wciśniętego do dechy, bo tylko taką jazdę lubi zwierzyna z Wall Street. Doskonały montaż, świetna gra aktorów drugoplanowych oraz Scorsese w dobrej formie, dają pełny obraz sytuacji.

Brakuje tylko ofiar tej bandy. Kilka smutnych spojrzeń kamery na „zwykłych” obywateli tłukących się metrem, ewentualnie przestraszone szałem ojca dzieci, to trochę za mało by nie dać łatwo zapomnieć, że ta impreza odbywała się kosztem autentycznych ludzi. Niedosyt może po części wynikać z tradycyjnej formy realizacyjnej, która choć bardzo dynamiczna, kamerę konsekwentnie trzyma tylko na statywie. Nowoczesne realizacje potrafią bez zbytniego sentymentalizmu wbić ją na chwilę w kieszeń biedaka, który właśnie stracił całą kasę omamiony wizją bogactwa. Scorsese pozostawia ten wątek naszej wyobraźni, skupiając się na zabawie za grubą kasę. Chłopcy i dziewczęta z Wall Street piją na nasz koszt bez umiaru, tańcząc nam na głowach w wysokich szpilkach od Prady i garniturach od Versace.

Tuż po premierze filmu córka Belforda napisała list do New York Times, ubolewając nad gloryfikacją bezdusznego oszusta, jakim był jej od dawna nie widziany ojciec. Myślę, że o gloryfikacji nie może być tu mowy, jednak chyląc czoło przed najbliższą ofiarą bohatera, pamiętać trzeba, że świetnie zrealizowany „Wilk z Wall Street” to kolorowy element dość czarno-białego obrazu.

Tytuł: Wilk z Wall Street (ang. The Wolf of Wall Street)
Reżyseria: Martin Scorsese
Scenariusz: Terence Winter
Premiera: 2013
Czas Trwania: 179 min.
Produkcja: USA

Zwiastun

 

Zwiastun nr 2

 

Zwiastun pod kątem drugiej wiodącej postaci, w tej roli doskonały Jonah Hill

Dodaj komentarz