Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image

IntoKino | 14/12/2017

Scroll to top

Top

Wieczna miłość starych tranzystorów: „Tylko kochankowie przeżyją” (ang. Only Lovers Left Alive), reż. Jim Jarmusch, 2013

Wieczna miłość starych tranzystorów: „Tylko kochankowie przeżyją” (ang. Only Lovers Left Alive), reż. Jim Jarmusch, 2013

„Tylko kochankowie przeżyją” nie zawiedzie ani fanów Jarmuscha, ani fanów opowieści fantastycznych. Jeśli wampiryczne sny napawają kogoś obawą, to może ją śmiało porzucić, by wdać się w wir wiecznego marzenia ludzkości o nieprzemijających rozkoszach. I choć Jarmusch z odrazą patrzy na ludzką marność, jego bohaterowie pielęgnują romantyczną i bardzo człowieczą ideę intelektualnych podróży, które, siłą rzeczy, nie chcą ulegać pospolitemu upływowi czasu. Ponadto z pietyzmem przypomina widzom swoich osobistych idoli objawiających się tu i ówdzie w jego poprzednich filmach.

Tylko kochankowie przeżyją (ang. Only Lovers Left Alive), reż. Jim Jarmusch

Fantastyczność filmu przejawia się wielowiekowym życiem i cywilizowanym spijaniem laboratoryjnej krwi z eleganckich kieliszków. Specjalnie wampirycznych sensacji jednak nie skosztujemy, więc plasterki czosnku przygotowane do nerwowego przegryzania można zostawić w domu. Jarmusch w swoim stylu bawi się odwracaniem konwencji i trzeba rzec, że z wiekiem robi się coraz bardziej nostalgiczny. W jego depresyjnej krainie jedyną rozkosz daje równorzędny partner i intelektualna rozprawka, a jeśli skandalizujące, to wspominki.

Oraz niezbywalna miłość. Na szczęście Jarmusch ciągle mruga okiem do widzów, choćby imionami kochanków. Przyznaję, Adam i Ewa spleceni wielowiekowym węzłem, tworzą ten typ intymnej dojrzałości, o jakim pospolity człowiek nie jeden raz zamarzył. Bohaterowie zwą ludzi „zombi”, dając nam przyspieszony wykład o ludzkiej małostkowości i oczywiście odczuwałem niejaką satysfakcję słuchając o tej pięknej katastrofie – to pewnie masochistyczna cecha śmiertelnych.

Ta ponadczasowa pielęgnacja zakurzonych ksiąg starych mistrzów jest prostą ilustracją czysto ludzkiej świadomości przemijania. W jednej ze scen stary pokój skrywa ścianę pełną portretów. Idole Adama, czyli de facto Jarmusha, trwają upozowani na modłę swoich czasów. Twarze Tesli, Kafki, Iggy Popa i innych towarzyszą nam w filmowych podróżach reżysera i mam wrażenie, że Jarmusch w dobrym stylu zatacza koło. Stwierdzenie, że jest sobie wierny to zbytek banalności – on jest wierny przyjaźni rozbudzonej nocną lekturą, wspólnie odkrywanej wiedzy jako jedynej przyjemności, jaką może odczuć człowiek, by odróżnić się od istot nieświadomych.

Tylko kochankowie przeżyją (ang. Only Lovers Left Alive), reż. Jim JarmuschPoetyczną atmosferę filmu pieczętują rozliczne detale realizacyjne oraz brzmienia gitar, odwołujące się do najlepszych amerykańskich tradycji pielęgnowanych tak konsekwentnie przez Jarmuscha w wielu poprzednich tytułach. W rolach głównych Tilda Swinton i Tom Hiddleston dają pokaz świetnego wysublimowanego rzemiosła. Zagrać „młodego starca” w depresji, z dobrotliwą, acz niezaprzeczalną przewagą nad nieświadomym śmiertelnikiem to nie lada sztuka i Hiddleston wywiązał się z niej doskonale. W epizodach John Hurt i Mia Wasikowska. Wasikowska była chyba naprawdę dobra, bo miałem ochotę rozerwać ją na strzępy od początku do końca jej obecności na ekranie, a pewnie taki był cel reżysera.

Choć „Tylko kochankowie przeżyją” cechuje równomierne i spokojne tempo, to podoba mi się sentymentalny ton Jarmuscha. Ilość krwistych smaczków zaspokaja apetyt, choć niekoniecznie odmienia ocenę wiekuistych problemów. A może miłość wszystko uratuje? Bardzo tego chcemy, nawet kosztem nas samych. Instynkty często biorą górę u wiecznych romantyków.

Tytuł: Tylko kochankowie przeżyją (ang. Only Lovers Left Alive)
Reżyseria: Jim Jarmusch
Scenariusz: Jim Jarmusch
Premiera: 2013
Czas Trwania: 105 min.
Produkcja: USA, Wielka Brytania

Dodaj komentarz