Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image

IntoKino | 01/05/2017

Scroll to top

Top

Tsunami kontra „Amy” (reż. Asif Kapadia)

Tsunami kontra „Amy” (reż. Asif Kapadia)

Jakoś nie chciało mi się wierzyć, że to sława była główną przyczyną śmierci Amy Winehouse, ale po zobaczeniu „Amy” przyznaję, że jest coś na rzeczy. Po wydaniu płyty „Back to Black”, zderzyła się z falą popularności o wysokości wieżowca oraz z tsunami dziennikarzy i paparazzich. Winehouse, pozbawiona jakiegokolwiek falochronu, schroniła się w ramionach Hydry.

Reżyserem dokumentu jest Asif Kapadia znany z realizacji „Senny”. W dwugodzinnym filmie nie zobaczymy praktycznie żadnej „gadającej głowy”, a ogromna ilość materiałów z wszelkich archiwizacji uświadamia, że we współczesnej kulturze obrazkowej ewentualny film kręci się cały czas. Wszelkie materiały można któregoś dnia zebrać w całość, by odtworzyć życie wybranego bohatera i tak jest w tym przypadku.

Winehouse szybko wspinała się po kolejnych etapach kariery, bo jej nadzwyczajny głos i wyrazista osobowość zwracały uwagę muzyków i producentów. Pod tym względem anglosaski rynek muzyczny jawi się w filmie jako świetnie naoliwiona maszyna. Równie sprawnym organizmem są niestety media, które, jak wiemy, nieustannie szukają „tematu”.

Po wybuchu popularności w głównym nurcie medialnym życie Amy zamienia się w piekło. Wiele ujęć wyjątkowo wyraziście pokazuje dziennkarzy czatujących niczym psy gończe pod drzwiami domu piosenkarki w londyńskim Camden. Ściana fleszu z aparatów paparazzich oślepiła nawet mnie na fotelu kinowym, więc nic dziwnego, że Winehouse z miną osaczonego zwierzęcia pół przytomna docierała do drzwi samochodu.

Kapadia prowadzi film dwutorowo, z jednej strony relacjonując rozwój kariery, a z drugiej osobiste przemiany piosenkarki. Od początku mocno koncentruje się na jej intymnym życiu, próbując stworzyć panoramę najbliższego otoczenia. Na pewnym etapie oba nurty tragicznie się łączą. Szorstkie spotknie z mediami częściowo wynikało z osobowości Amy, kompletnie nieprzygotowanej i niechętnej własnej celebryckości. Ale przede wszystkim Kapadia dość jasno rozpoznaje źródła jej braku odporności psychicznej w postaci bezuczuciowej matki i mało inteligentnego, egotycznego ojca i ich toksycznej relacji. Na przykład to ojcu Amy „zawdzięczamy” przebój „Rehab” /Odwyk/, bo odradził córce odwyk na wczesnym etapie jej choroby alkoholowej, po czym Winehouse napisała tekst zaczynający się od słów; „Chcieli, żebym poszła na odwyk – a ja na to: Nie, Nie, Nie”

Narastające osamotnienie bohaterki jest w filmie nieźle oddane, a toksyczne wpływy rodzinne zbierają żniwo, choćby w postaci męża, ewidentnie „na obraz i podobieństwo” ojca. Ale zastrzegam, że dość jednostronne obwinianie Blake’a o wciągnięcie Amy w narkotyki, jest (albo może być) nadużyciem. Nałogi rządzą się własnymi prawami, a nałogowcy własną odpowiedzialnością. Amy Winehouse po udanym detoksie i kilku dobrych miesiącach zapijała brak dragów litrami trunków, choć od dawna nie było przy niej męża. Hydra nałogu odrastała ze zdwojoną siłą i nie było nikogo, kto by ją wyrwał z jej szponów.

Jednego tylko zabrakło mi w filmie. Choć Kapadia bardzo wiernie odtwarza drogę życiową Amy, pominął jeden ważny etap jej kariery. Pominął sukces na scenie. Pokazuje różne konsekwencje owego sukcesu, ale ja chciałbym również zobaczyć kilka ujęć rozpromienionej artystki podczas wielkiego koncertu, w którym jest szczęśliwa, a publika uważnie jej słucha. Przecież zanim zaczęła staczać sie w dół, musiał nastąpić szczyt w innej postaci niż tylko zalegających pod domem fotoreporterów.

Brak wyeksponowania tego fragmentu kariery i jednoczesne, bardzo skrupulatne, wręcz bezuczuciowe odnotowywanie etapów upadku, kojarzy się z faktem, że reżyser nie znał muzyki swojej bohaterki i niezbyt go interesowała za jej życia. Nie twierdzę, że wpłynęło to na jego rzetelność, ale brakuje tu trochę chemii między obserwatorem a obiektem. Kapadia bardziej przypomina laboranta wpatrującego się przez mikroskop w małe żyjątko, niż biografa zafascynowanego życiem swojego bohatera.

Oprócz smutnego losu Winehouse straszą też inne konkluzje na temat przedstawionego w filmie świata. „Amy” nie jest opowieścią z jakiejś dalekiej krainy lub dawnego czasu, w którym media szczują ofiarę tak długo aż padnie. To jet nasz codzienny świat, a los londyńskiej gwiazdy może podzielić każdy, kto nie będzie miał odpowiedniej osobowości i wsparcia. Każdy jest panem swojego losu, ale w tym przypadku odpowiedzialność za śmierć rozkłada się na kilka podmiotów. Ta dziewczyna próbowała zawalczyć z nałogami, może udałoby się bez tego całego zgiełku?

Porażają zdjęcia wychudzonej Winehouse w apogeum narkotykowej jazdy. Brzydzą komentarze prezenterów telewizyjnych, m. in. Jaya Leno, który najpierw gości ją w studio, by przy innej okazji okrutnie żartować z jej nałogów. Chwyta za serce samotne zmaganie z alkoholowym nałogiem, pusty dom bez porzuconych przyjaciół, samolubnej rodziny i męża w pace. Amy straciła wiarę, nadzieję, miłość – i poddała się. I nagle dociera do widza, że tu nie będzie happy endu. Tę wesołą dziewczynę o dobrym sercu zniszczyło „życie”, czyli wszystko po trochu, włącznie z nią samą, i to już koniec tej przypowieści. Wielka szkoda.

Tytuł: Amy
Reżyseria: Asif Kapadia
Premiera: 2015
Czas trwania: 127 min.
Produkcja: Wielka Brytania

Dodaj komentarz