Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image

IntoKino | 28/04/2017

Scroll to top

Top

Trzy oblicza Ewy (ang. Three Faces of Eve), reż. Nunnally Johnson, 1957

Trzy oblicza Ewy (ang. Three Faces of Eve), reż. Nunnally Johnson, 1957

Po przeczytaniu scenariusza „Trzech oblicz Ewy” Orson Welles przepowiadał, że ktokolwiek zagra główną rolę, dostanie Oscara. I tak też się stało – nieznana wcześniej Joanne Woodward przekonująco podzieliła swoją postać na trzy odmienne charaktery, co najwyższym uznaniem doceniła Akademia Filmowa. Film opiera się na prawdziwej historii opisanej przez dwóch psychiatrów. Był to pierwszy udokumentowany przypadek tzw. „osobowości mnogiej” i do tej cechy odnoszą się tytułowe „oblicza Ewy”. Jedna z najbardziej wciągających opowieści o zapleczu psychiatrycznym jaką widziałem.

W latach 50. prężnie rozwijająca się psychiatria dokonywała kolejnych zatrważających dla przeciętnego obywatela odkryć. Jednym z nich było zdiagnozowanie „osobowości mnogiej”. Ponieważ owo psychologiczne pojęcie było kompletnie niezrozumiałe dla większości widzów, film poprzedza wstęp prezentera, czyniącego swoisty abstrakt.

Sprzężenie tematyki ze stylem jest bardzo ciekawą cechą tego filmu. Oto mamy opowieść o zupełnie wyjątkowej sytuacji, gdy w jednym ciele gnieździ się kilka odmiennych i niezależnych od siebie osobowości, by jednocześnie realizować opowieść klasycznymi środkami holywodzkiego kina. A konkretnie; sceny niemal wyłącznie odbywają się we wnętrzach, przystrojonych i oświetlonych jak na mainstremowy klasyk przystało. A kluczowy, wydawałoby się, realizm psychologiczny jest bardzo umowny – choć opowieść dotyczy przecież psychologicznego fenomenu.

W okresie, w którym powstał film, kino makietowe było powoli wypierane przez psychologiczny realizm i prawdziwe ulice autentycznych miast. Można pokusić się o tezę, że „Trzy oblicza Ewy” znajduje się w pół drogi tego procesu. Opowieść o dziwnych możliwościach ludzkiej głowy, wymagająca nawet zapowiedzi w telewizyjnym stylu, by widzowie lat 50. nie uciekli z kina, zderza się z klasyczną realizacją, z dzisiejszej perspektywy odbierającą sporo autentyczności i wywołującą uśmiech z powodu naiwnych charakterystyk, czy też sposobu prezentacji kolejnych etapów przemiany Ewy.

Scenariusz opiera się na książce dwóch amerykańskich psychiatrów (Corbett H. Thigpen oraz Hervey M. Cleckley), jako jedni z pierwszych opisujących przypadek określany jako „osobowość wieloraka”. Zanim na amerykańskich ekranach pojawiły się „Trzy oblicza Ewy”, w Stanach zasłynęła także powieść „The Birds’ Nest”, również dotycząca multi-osobowości (a później zrealizowana w postaci filmu pt. „Lizzie”). Konkluzje psychiatrów i reżysera na temat źródeł osobowości bohaterki siłą rzeczy odnoszą się do klasycznej psychologii klinicznej, co dziś byłoby przez wielu kwestionowane. Nie ma to jednak znaczenia dla nas jako widzów, bo oglądając film współcześnie, nie o źródła i definicję pojęcia „wielorakiej osobowości” chodzi, a raczej o to specyficzne połączenie tematu ze stylem.

3faces-4Przed omawianą realizacją Joanne Woodword była stosunkowo nieznaną aktorką. Zgodnie z proroctwem Wellesa otrzymała Oscara, ale także Złoty Glob oraz nagrodę BAFTA, czyli zgarnęła całą pulę. Dziś jest ikoną amerykańskiego kina, również dlatego, iż przez 50 lat była żoną Paula Newmana i oboje stanowili wzór celebryckiej pary. Co ciekawe, pewien sukces odniosła również prawdziwa „Ewa”, niejaka Chris Costner Sizemore. W latach 70. opublikowała dwie książki, opisując przypadki własnych osobowości i upubliczniając w ten sposób swoją osobę.

W mojej ocenie historia Ewy to rodzaj pamiątki po procesie przepoczwarzania między nowym i starym kinem. Symbol przejścia między psychologiczną samoświadomością i jej brakiem. Wspomnienie bitwy między stylem autorskim, dotykającym realnego życia, a teatralnymi produkcjami. A poza tym jest to klasyczna hollywoodzka rozrywka, dostarczająca wyjątkowej przyjemności z oglądania. Miałem okazję organizować pokaz tego filmu i proszę uwierzyć; cała publika ani drgnęła podczas seansu, co i rusz przerywanego wybuchami śmiechu. Jest to film w pełni uniwersalny, gdyż „Trzy oblicza Ewy” można po prostu traktować jako oryginalną opowieść o poszukiwaniu samego siebie.

Tytuł: Trzy oblicza Ewy (ang. Three Faces of Eve)
Reżyseria: Nunnally Johnson
Scenariusz: Nunnally Johnson
Premiera: 1957
Czas Trwania: 91 min.
Produkcja: USA

Dodaj komentarz