Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image

IntoKino | 15/12/2017

Scroll to top

Top

Tarantino na bezdrożach – „Nienawistna ósemka”

Tarantino na bezdrożach – „Nienawistna ósemka”

Po seansie „Nienawistnej ósemki” nie zaprzątałem sobie zbyt intensywnie głowy filmem Tarantino i mam niestety nieodparte przeczucie, że gdy za tydzień do kin wejdzie dynamiczna „Zjawa” Iñárritu, z miejscem i czasem akcji również w dzikich kniejach XIX-wiecznej Ameryki, plik z „Nienawistną ósemkę” w mgnieniu oka zostanie skutecznie wykasowany z mojej pamięci. Kilka słów trzeba jednak napisać, bo mam wrażenie, że najnowszy film Tarantino może być rodzajem cezury w dorobku reżysera.

Amerykańska przemoc, rasizm i brutalny mit założycielski rodzimego kraju są zrozumiałe, tak jak fakt, że w „Nienawistnej ósemce” Tarantino powtarza się za większością wcześniejszych filmów, włącznie z poprzednim „Django” o podobnej estetyce XIX-ego stulecia. Najkrócej mówiąc nowy film to rodzaj „Wściekłych psów” przeniesionych na Dziki Zachód. Odcięci od świata bohaterowie, na kilu metrach kwadratowych przydrożnego zajazdu, dokonują wzajemnych rozliczeń lub takowe prowokują. Swoją żelazną metodą, czyli z pomocą rozbudowanych dialogów, ciętych ripost i celnych strzałów, Tarantino powoli odkrywa kto jest kim i co chowa w zanadrzu. A gdy popuści cugli bohaterom, widok krwi po prostu zacznie dławić…

Tarantino był zawsze konsekwentny w pielęgnacji stylu, a jednocześnie zaskakiwał widzów nowymi tematami. Co więcej „Wściekłe Psy’, czy Pulp Fiction” były wyznacznikami kina nowoczesnego, imponując strukturą oraz przełamywaniem barier w prezentowaniu przemocy, a zatem w warstwie realizmu filmowego. Zagłębiając się w estetykę komiksową (Kill Bill, Grindhouse), zachowywał super precyzyjną jakość, a gdy wyczerpał ten pomysł, fantazyjnie ruszył w przeszłość, odnosząc się do wojny (Bękarty wojny) i rasizmu (Django). Przy okazji „Nienawistnej ósemki” po raz pierwszy w karierze Tarantino tak ewidentnie gra głównie dla tych, którzy lubię te melodie, które już znają.

Co ciekawe, film powstał w specyficznym czasie, gdy reżyser wdał się w konflikt z Policją Nowego Yorku, gdyż włączył się w protesty przeciw nadmiernemu używaniu siły przez mundurowych. Policjanci w zamian ogłosili bojkot najnowszego filmu, podkreślając ogrom przemocy w jego całym dorobku, co z kolei zdublowało się z ogólnymi zarzutami do reżysera w tej materii. Nawet Ennio Morricone, który napisał muzykę – zapewne w ramach sentymentalnych nawiązań Tarantino i dawnej współpracy kompozytora z Sergio Leone – przyznał, że był zszokowany krwawą jatką upichconą przez Quentina (ale uznał to za metodę twórczą).

Minęło niemal trzydzieści lat odkąd Tarantino zaczął swoją małą rewolucję filmową i również dzięki niemu estetyka „X muzy” ostatecznie otworzyła się na wszelkie formy, przełamując ostatnie tabu. Niestety, sięgając do korzeni nie potrafił odpowiedzieć na zarzuty żadnym reżyserskim twistem, chowając się na bezpiecznej pozycji niezależnie od fachowej realizacji. Stosunek do przemocy w kinie ewoluował przez ostatnie dekady, natomiast w tym wypadku Tarantino zamienił się z nowoczesnego odkrywcy w narratora nazbyt konsekwentnie pielęgnującego styl kosztem scenariusza i wachlarza narządzi reżyserskich.

Może dlatego skupił się na technikaliach, a dokładnie na od lat nieużywanej w kinie taśmie Ultra Panavision 70, przypominając w tym fotograficznego geeka, którego bardziej interesuje kompletowanie sprzętu niż jego pełne wykorzystanie i tu kłania się porównanie z dynamiką i zdjęciami w naturalnym świetle widoczne w zwiastunie wspomnianej „Zjawy”. Tylko pierwsze sceny „Nienawistnej ósemki”, swoiste intro w śnieżnym pustkowiu, dały odczuć wymarzoną surowość fotografii, po czym na tym bezdrożu Tarantino utknął – mam nadzieję, że odnajdzie ścieżkę w kolejnym filmie.

Tytuł: Nienawistna ósemka (The Hatefull Eight)
Reżyseria: Quentin Tarantino
Scenariusz: Quentin Tarantino
Premiera: 2015
Czas Trwania: 187 min.
Produkcja: USA

Zwiastun (większość fajnych ujęć w śniegu, które można zobaczyć w filmie, znajduje się też w tym zwiastunie, więc nie liczcie na wiele więcej)

Dodaj komentarz