Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image

IntoKino | 21/10/2017

Scroll to top

Top

Śmiercionośne piaski pustyni wieją w stronę „Timbuktu” (reż. Abderrahmane Sissako)

Śmiercionośne piaski pustyni wieją w stronę „Timbuktu” (reż. Abderrahmane Sissako)

Wystarczy szybki rzut oka na mapę, by zauważyć, że tytułowe Timbuktu, miasteczko w Mali, położone jest na granicy pustyni. Potężna Sahara rozciąga się tysiące kilometrów na północ od miasta. Na jego wysokości linia mapy nieśmiało zmienia kolor, wprowadząc delikatnie zieloną barwę. Pierwsze oznaki życia czynią okolice domem dla nielicznych mieszkańców. W tym wypadku jednak, wiatr historii wieje z pustyni śmiercionośnym piaskiem i właśnie o tym jest ten doskonały film.

Fabuła „Timbuktu” utkana jest z wielu pojedynczych scen i kilku skromnych wątków. Są pretekstem do opowiadania o przemocy stosowanej przez ludzi, którzy w jednym ręku dzierżą „jedyną słuszą prawdę”, a w drugiej karabin. Kontrolę nad społecznością przejeli dżihadziści i powoli wprowadzają „boskie” porządki. Ale bez rabunków i sensacyjnych scen w stylu kina amerykańskiego – po prostu, ludzie gotowi do stosowania przemocy zawsze mają przewagę nad tymi, którzy nie chcą tego czynić.

Reżyserowi „Timbuktu”, Abderrahmane Sissako, udało się pokazać złożoność problemów w kraju muzułmańskim. Dżihad, jako święta walka dla Boga, zawsze ma rację, a negując najgłupsze polecenie padające z ust nastolatka, negujesz prawa Proroka. Śmiertelnie zamknięte koło nowych zasad ubiera kobiety w burki, chłopcom zabrania gry w piłkę, a równouprawniony zakaz dotyczy słuchania i grania muzyki. W kontrapunkcie, obrazując wewnętrzny bunt niektórych mieszkańców, Sissako pozwala w filmie zaśpiewać Fatoumata’cie Diawara, a wygląda to tak:

Subtelność pieśni Diawary stanowi w zasadzie najlepszy komentarz dla surowych i smutnych reguł wprowadzanych przez przybyszów. Obrazy z filmu zadają też kłam, jakoby cały islamski świat chciał stosować przemoc. Ważenie sił między lokalnym, mądrym imamem, a przywódcą radykałów, przypomina rozmowę ojca, próbującego przemówić do głowy niemądremu dziecku bawiącemu się granatem.

Dobrze zaznaczony w filmie fakt, że dżihad prowadzi wielu przyjezdnych, często nie mówiących nawet wspólnym językiem, jasno daje do zrozumienia, że jest to także ruch mający być szansą na zmianę własnego życia. Na awans społeczny, na znalezienie żony, na określenie swojej pozycji. Dlatego postawa tych ludzi jest całkowicie zrośnięta z ich potrzebą emocjonalną, a racjonalny argument mógłby zagrozić idei ich nowego życia.

Sissako bywa też prowokacyjny. Scena, w której jedna z bohaterek pielęgnuje swoje piękne włosy na oczach jednego z dżihadzistów, jest bardzo symboliczna. Wspomniany mężczyzna zamiera z wrażenia, ulegając kobiecej dumie. Tego typu scen jest w filmie więcej. Warto też zwrócić uwagę, że jedyny, jakkolwiek głośny sprzeciw wydają z siebie właśnie kobiety, odmawiające posłuszeństwa dla części nowych zasad. Chłopcy jedynie w ciszy udają grę w piłkę, bez piłki…

„Timbuktu” to film bardzo poetycki. Zapierające dech krajobrazy, wypieszczone kadry, nieśmiałe melodie zakazanej muzyki, twarze starające się wychynąć spod chust, a w kontrze pełzająca przemoc i bezlitosne reguły. Sissako, pochodzący z sąsiedzkiej Mauretani, daje filmowy dowód miłości do krainy, z której pochodzi. Jednocześnie wieści powolny upadek, na zasadzie piasków pustyni zagarniających kolejne metry trawiastej gleby.

Oczywiście są i tacy, których niespieszne tempo i symboliczny wymiar filmu może znudzić. Muszę zatem zastrzec i przypomnieć, że to nie jest „klasyczny” film ze standardowo prowadzona narracją, a raczej utrwalenie jakiegoś wycinka rzeczywistości. Swoją formą ma trafić i do serca, i do głowy, dając czas widzowi na współodczuwanie i trawienie. Dlatego tym, których „nudzi”, proponuję wrócić do niego po jakimś czasie, już w pełni skoncentrowanym i koniecznie w warunkach kinopodobnych, bo to nie jest film do oglądania na tablecie, na tylnym siedzeniu samochodu.

Dodam jeszcze na koniec, że „Timbuktu” było rywalem „Idy” oraz „Lewiatana” w oscarowym wyścigu i moje różne dylematy właśnie się rozstrzygnęły, bo to ten pierwszy powinien otrzymać nagrodę. W porównaniu do pozostałych jest najbardziej kompletny i równy w każdym elemencie rzemiosła filmowego.

Tytuł: Timbuktu
Reżyseria: Abderrahmane Sissako
Scenariusz: Abderrahmane Sissako, Kessen Tall
Premiera: 2014
Czas Trwania: 97 min.
Produkcja: Francja, Mauretania

Dodaj komentarz