Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image

IntoKino | 18/10/2017

Scroll to top

Top

Po prostu życie (ang. Life Itself), reż. Steve James, 2014

Po prostu życie (ang. Life Itself), reż. Steve James, 2014

Dwa kciuki w górę były błogosławieństwem na całe życie, dwa kciuki w dół wysyłały do kręgów piekielnych. Krytycy filmowi Roger Ebert i Gene Siskel stworzyli „two thumbs up/down” w ich telewizyjnym show. „Po prostu życie” opowiada o nie byle jakim życiu pierwszego z nich, Rogera Eberta, najsłynniejszego krytyka filmowego w USA. Był pierwszym, który w dziedzinie filmu otrzymał Pulitzera, i którego gwiazdę wytłoczono w Hollywoodzkiej Alei Gwiazd. Tyko proszę nie myśleć, że to jakiś słodziak – Roger Ebert od pierwszego do ostatniego dnia swej pracy był do bólu autentyczny.

Ebert był przeciwieństwem akademickiej, pseudointelektualnej krytyki filmowej. Był tzw. chłopakiem z sąsiedztwa, który jako 20-letni student nieco przypadkiem został redaktorem działu kultury Chicago Sun Times i tak już mu zostało do końca życia. W swoich ocenach był bezwzględny, ale równie uczciwy. Jeśli byłeś zdobywcą Oscara i dobrym kumplem Rogera, i tak mogłeś spodziewać się miażdżącej, publicznej krytyki filmu jeśli na to zasłużyłeś, o czym dla przykładu opowiada w filmie Martin Scorsese.

Ebert i Siskel swym programem TV wpływali na gusta amerykańskiej publiki przez 20 lat. Niemiłosiernie kłócili się na ekranie, niczym dwaj kumple w barze po wspólnym obejrzeniu filmu – i właśnie dzięki temu byli tak popularni. Ich werdykty anonsowane kciukami w dół lub górę podzieliły środowisko. Niektórzy twierdzili, że zabiją poważną analizę, zamykając ją w prostym geście – inni cieszyli się z popularyzacji roli krytyka filmowego. Film rzeczywiście nie wspomina o tych, którym dwa kciuki w dół przetrąciły kariery – ale też nie zajmuje się tymi wypromowanymi (a przykładem jest reżyser tego filmu, który zyskał rozgłos dzięki świetnej recenzji Eberta, w istocie niepowtarzalnego debiutu dokumentalnego „Hoop Dreams”).

life-itself

O  Ebercie można by dużo mówić i choć dokument solidnie przybliża nam jego dossier, jest ważny z jeszcze z innego powodu. Mianowicie, w końcowych latach swego życia Ebert chorował na raka, co krok po kroku zamieniało jego codzienność w porażającą walkę, zmieniając jego fizjonomię w przygnębiający sposób. Steve Jones towarzyszy krytykowi w ostatnich miesiącach jego życia, gdy ten porozumiewa się już syntezatorem mowy. Ebert chciał być zawsze prawdziwy, tego oczekiwał od filmów i dlatego też chciał, żebyśmy widzieli go do końca – jak pracuje, jak żyje i walczy.

Na proste pytanie co lubisz w życiu najbardziej, pada jego prosta odpowiedź „life itsef” („życie samo w sobie”). Ebert był tytanem pracy i przez całe życie robił to, co go pasjonowało, przyjmuję więc jego odpowiedź za pewnik – i czekam na kolejny film, który jeszcze dokładniej opowie o jego wpływie, jako krytyka, na amerykański przemysł filmowy.

Na szczęście słowo pisane jest niezbywalne, więc jeśli ktoś chce dokładnie wiedzieć, co Ebert myślał o kinie, może na przykład skorzystać z jego świetnej strony rogerebert.com, na której umieszczono mnóstwo tekstów krytyka. Co ważne, strona przepoczwarzyła się w serwis filmowy, dzięki czemu Ebert będzie do nas cały czas nadawał za pomocą młodych krytyków o podobnym stosunku do kina.

Tytuł: Po prostu życie (ang. Life Itself)
Reżyseria: Steve Jones
Premiera: 2014
Czas Trwania: 115 min.
Produkcja: USA

Zwiastun

Dodaj komentarz