Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image

IntoKino | 23/10/2017

Scroll to top

Top

Nimfomanka, część 1 i 2 (ang. Nymphomaniac, vol 1, vol 2) reż. Lars von Trier, 2014

Nimfomanka, część 1 i 2 (ang. Nymphomaniac, vol 1, vol 2) reż. Lars von Trier, 2014

Przyznaję, iż z pewną nieśmiałością zasiadałem w fotelu kinowym. Lars von Trier uzupełnił znaczący tytuł „Nimfomanka” mocnym zwiastunem, mogącym nieco onieśmielać widza – dzięki czemu również szacowne kino Muranów w Warszawie wypełniła wyjątkowo liczna ciżba. Recenzja pierwszej części, siłą rzeczy, oceniać filmu nie powinna. Na razie jest to opowiadanie zgrabnie przerwane w połowie swej długości, co nie daje mi pola do werbalizowania wątpliwości czy pochwał. Obawiać się oczywiście nie trzeba było, gdyż pierwsza część jest umiejętnie zdystansowana formalnie do przedmiotu opowieści. Co z drugiej strony nie oznacza, że na ten film powinniście wybrać się z mamą.

Część 1.

W roli głównej Charlotte Gainsbourg jako „Joe” zwierza się z grzesznego życia – otulona starym kocem przez napotkanego samotnika. Jej terapeutyczna potrzeba ściera się z potrzebą racjonalizacji u napotkanego mężczyzny (Stellan Skarsgård). Von Trier umiejętnie i z podskórnym poczuciem humoru prowadzi kamerę po kolejnych erotycznych przypadkach. Dzięki kilku wprowadzonym wątkom na horyzoncie majaczą składowe psychicznej natury bohaterki. Tak prezentuje się zarys opowieści, jednak w połowie drogi nie ma sensu wystawiać ocen także dlatego, że von Trier znany jest z perfidnego zwodzenia widzów, by finalnie wybrzmieć z pełną mocą. To po prostu długi, lecz ciekawy rozbieg historii, która dostanie porządnego kopa, sądząc po ostrej zajawce drugiej części. Choć może to tylko kolejny zgubiony trop.

Dodam tylko, że na pewno źle obsadzony jest Christian Slater w roli ojca (chociaż generalnie  prezentuje się bardzo dobrze i powinien dostać jakąś główną rolę). Natomiast epizod z Umą Turman sam w sobie jest świetny, a Turman na pierwszy rzut oka nie do poznania.

Utwierdzony w przekonaniu, że to był dopiero początek, zacisnę zęby i udam się równie nieśmiało do Muranowa na II. część, by czym prędzej zaktualizować ten artykuł.

Część 2.

Zacznę od tego, że po opuszczaniu sali kinowej rzucałem pod nosem różne słówka, których cytować tutaj raczej nie wypada. Co od razu nasuwa mi refleksję, że jeżeli reżyser doprowadza widza do stanu emocjonalnego pobudzenia, to może film ma jednak sens. Dodam też, że po seansie (i w trakcie) możliwe jest co najwyżej pobudzenie emocjonalne – Von Trier lubi być naturalistyczny i jest, co nie zawsze pobudza apetyt.

Pod względem prowadzenia narracji, część pierwsza jest na pewno znacznie ciekawsza. W trakcie drugiej po raz pierwszy spojrzałem na zegarek już mniej więcej w połowie. Nie jestem przekonany do obu odtwórczyń głównej roli. Stacy Martin jako młodsza wersja Joe jest bardzo anemiczna, co może było zaplanowane, ale odbiera opowieści realizmu. Natomiast Charlotte Gainsbourg prowadzi swoją spowiedź z przytłumionym tembrem głosu, w stylu osób, które chcą otrzymać przebaczenie za grzechy. Problem w tym, że posługuje się dokładnie tym samym głosem w trakcie retrospekcji zdarzeń, o których opowiada. Nie wiem dlaczego Von Trier zdecydował, by jego bohaterce krew pulsowała w organizmie tak wolno, zważywszy, że lubi ona przecież zajęcia pobudzające krążenie.

Powtarzałem sobie namiętnie pytanie; o czym jest ten film? – nie mogąc zrozumieć konceptu reżysera, który w II. części powędrował w sobie tylko znanym kierunku. Czemu wszyscy wokół są źli, a zgnilizna świata i (z góry przepraszam) krocza, musi nieustanie posuwać się w swoim rozkładzie. I gdy to uzależnienie Joe coraz bardziej mi brzydło, a ona sama pogrążała się w kolejnych etapach społecznych patologii, dotarło do mnie wreszcie, że nie o przedmiot uzależnienia chodzi, lecz o owo uzależnienie.

I może to jest oczywiste, że nie o seks chodzi – jednak proces, przez który przechodzi Joe, jest już mniej klarowny. Wszyscy święci nie raz już powiedzieli, że pierwszym i niezbędnym czynnikiem wyjścia z uzależnienia jest jego sobie uświadomienie. Stan „uświadomienia” nie jest potwierdzony przez proste stwierdzenie. Nieapetyczny narkoman albo alkoholik w delirium, też musi dojść do momentu, gdy zrozumie co się z nim dzieje – i zanim to się stanie, będziemy musieli trochę na niego popatrzeć. Jak plastycznie ujęła to Harbel w jej głośnej książce o alkoholizmie „Najgorszy człowiek na świecie”, by poczuć, że jest się na dnie, obowiązkowo trzeba któregoś dnia „obudzić się obsranym w cudzej pościeli”.

Joe jako „narkomanka seksu” staje się równie brudna i nie ma od tego ucieczki.  A dotarcie po trudach do samoświadomości, może nawet wybrzmieć filmowym strzałem z pistoletu i zdradą, w tym jednowymiarowym świecie niewiernych a’la „von Trier”.

Von Trier musiał zapewne taką historię opowiedzieć naturalistycznie i nieprzyjemnie, bo nie miałoby to inaczej sensu. Efekt jest taki, że ja już nie chcę oglądać „Nimfomanki” drugi raz.

Tytuł: Nimfomanka, część 1 (ang. Nymphomaniac, vol 1)
Reżyseria: Lars von Trier
Scenariusz: Lars von Trier
Premiera: 2014
Czas Trwania: 122 min.
Produkcja: Dania, Wielka Brytania, Francja, Belgia, Niemcy

http://www.youtube.com/watch?v=Z3Y137lGVy4

Dodaj komentarz