Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image

IntoKino | 15/12/2017

Scroll to top

Top

Niezbadane miejsce – „Czerwony pająk”, reż. Marcin Koszałka

Niezbadane miejsce – „Czerwony pająk”, reż. Marcin Koszałka

„Czerwony pająk” reklamujący się autentyczną historią młodocianego mordercy, w istocie rzeczy jest rodzajem filmu „hybrydy” z racji międzygatunkowej przypowieści nieco wyjętej z czasu i przestrzeni. Kraków jest tylko schowanym za mgłą elementem dekoracyjnym, podobnie jak nawiązanie do autentycznych postaci Karola Kota i Lucjana Staniaka grasujących po wąskich uliczkach królewskiego miasta.

Pierwotny scenariusz napisany dla debiutującego Marcina Koszałki, a niedawno wydany w postaci powieści „Lolo”, był stosunkowo wiernym odtworzeniem krakowskich wydarzeń z lat 60. W „Czerwonym pająku” jako scenarzyści występują jednak Koszałka wraz z Łukaszem Maciejewskim, dziękując za inspirację Marcie Szreder, autorce „Lola”. Autorzy ewidentnie postanowili odejść od historii opartej na faktach, a oprzeć fabułę na znacznie bardziej uniwersalnym pytaniu o przyczyny zła, a co gorsza, może nawet o brak przyczyny…

Precyzyjna scenografia, mimo osadzenia wydarzeń we wspomnianej dekadzie, uwalnia od konkretnych przynależności, a określa tylko styl tego niezbadanego miejsca, w jakim spotkali się bohaterowie. W „Czerwonym Pająku” ważni są jedynie „Weterynarz” (Adam Woronowicz) i Karol Kremer (Filip Pławiak). Łono rodzinne, praca, studia, przyszłość i przeszłość, wszystko to migocze gdzieś z tyłu, ale w istocie nie wiemy jaki ma związek z monotonnym tempem energii psychicznej rodzącego się morderstwa.

„No to zaczynamy, a w zasadzie kończymy” mówi prokurator przystępując do odczytania wyroku i są to znamienne słowa dla całego filmu. Koszałka rysuje jeden pełny obrót na skali życia i śmierci, nie wskazując początku ani końca tej samonapędzającej się maszyny. Doświadczony morderca fascynuje zamiast przerażać, a widok martwego chłopca rozpala słabo dostrzegalną, acz ewidentną iskrę namiętności u młodego adepta. Śmierć przynosi ożywienie w wybrakowanej codzienności.

Żeby wzmocnić stałość stanu psychicznego bohaterów, Koszałka, jako operator, w długich ujęciach buduje świat o konsekwentnie szarobrunatnych barwach, utkanym ciemnymi uliczkami, obdrapanymi ścianami i, w naddatku, zgniłą atmosferą rodzinnego domu Kremera. Nawet mieniąca się bardziej kolorowymi barwami fotoreporterka lokalnej gazety (Julia Kijowska) nie będzie w stanie wpłynąć na monochromatyczną psychikę zabójcy. Tylko ciągle nie wiemy, gdzie leży źródło tej niszczycielskiej siły, a przyspieszony oddech mordercy po upragnionym akcie dyszy niezrozumiałą pustką.

Reżyser, harmonizując tempo narracji z powolnym rejestrem patologicznej psychiki, utrzymuje powtarzalny rytm. Nie mam pewności, czy ten zamysł sprawdził się w pełni, gdyż zaangażowanie widza nie może bazować tylko na bezwarunkowej wspólnocie z raz określonym tonem. Budowanie napięcia, choćby na etapie wstępu do historii, wymaga zmiennej rytmiki, w przeciwnym wypadku uwaga widza może przysnąć w oczekiwaniu na moment kulminacyjny. Ale może w tym tkwi cały sekret? Może ten podprogowy, zabójczy rejestr wykracza poza proste reguły analityczne i zmusza do niustannego oglądania za plecy? Niewątpliwie, nawet jeśli „Czerwony pająk” pozostawia widza z niedostatkiem emocji, to atmosfera filmu może w zamian inspirować do rozmyślań nad istotą zła tkwiącego w bohaterach.

Tytuł: Czerwony pająk (ang. Red Spider)
Reżyseria: Marcin Koszałka
Scenariusz: Marcin Koszałka, Łukasz Maciejewski
Premiera: 2015
Czas Trwania: 90 min.
Produkcja: Polska

Duże uznanie za zwiastun, który skutecznie gubi tropy fabularne

Dodaj komentarz