Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image

IntoKino | 30/04/2017

Scroll to top

Top

Niewinni Czarodzieje, reż. Andrzej Wajda, 1960

Niewinni Czarodzieje, reż. Andrzej Wajda, 1960

Za pokoleniem młodych lat 60. snuje się romantyczna legenda związana nie tylko z ich talentami, ale i życiu w odradzającej się Warszawie. Ich łobuzerskie pozy miały być nowym stylem, tak jak nowe warszawskie ulice dumą z witalności i estetyki. „Niewinni Czarodzieje” to już klasyk, dający nadzieję na zanurzenie w ówczesną codzienność. Słynny Tadeusz Łomnicki w roli Bazylego jako człowiek nowoczesny i wyzwolony śmiga po stolicy na pięknym skuterze Lambretta, czyli niedostępnym marzeniu dorastającego pokolenia. Będąc lekarzem sportowym z hali Gwardii, popularnej mekki warszawskiego boksu, gra po godzinach w zespole jazzowym. Innymi słowy – obraca się w centrum tamtejszej, jak byśmy to dzisiaj nazwali, „warszawki”.

Niewinni Czarodzieje, reż. Andrzej Wajda, 1960„Niewinni czarodzieje” to jednak przede wszystkim dramat psychologiczny przybrany w ówczesny strój. Czas i miejsce akcji skupione są głównie na kilku metrach kwadratowych, w rozgrywce między Bazylim i Pelagią (Krystyna Stypułkowska), traktując miasto tylko jako dodatkowy wyrafinowany detal. Pulsujący pojedynek powyższej pary to pierwszej klasy gra podskórnego erotyzmu. Między równorządnymi partnerami uległość wymienia swą pozycję z dominacją, wytrącając bohaterów z młodocianej obojętności. Ta doskonała sekwencja stanowi obraz nowoczesnej męsko-damskiej interakcji, bardziej uniwersalnej niż tylko reprezentacja pokolenia.

Bohaterowie pochodzą z generacji urodzonej niedługo przed, lub w trakcie wojny, a ich postawa ma być postawą przyszłości. Mają być synonimem nowoczesności i braku zobowiązań. I przyznam, że nie mogłem pozbyć się wrażenia, że postawa bohaterów może być dziś równie odświeżająca jak 50 lat temu.

W krótkich epizodach pokazują się ówcześni młodzi „gniewni” – Polański, Komeda, Skolimowski, Trzaskowski, Cybulski, Jędrusik. Ciekawe czy przyszło wtedy Wajdzie do głowy, że w ciągu kilku najbliższych lat wszyscy oni zrobią wielkie, a nawet światowe kariery. Jedynie Krystyna Stypułkowska po kilku jeszcze występach przeniosła się na stałe do USA, porzucając karierę aktorską – co nie zmienia faktu, że jest zdecydowanie intrygująca w roli Pelagii, a kariera stała przed nią otworem.

Co prawda Wajda przyznawał po czasie, iż żałował, że nie obsadził w głównej roli Skolimowskiego z Czyżewską (słynna para z „Rysopisu”, słynna para z życia). Łomnicki jest jednak trochę starszy niż oni i choć utlenione, odmładzające  włosy pomagają, to nie mogę pozbyć się wrażenia, że od czasu do czasu popada w ton lekko moralizatorski, bardziej jako autorytet niż kolega, ale była to przecież jego cecha charakterystyczna.

Niewinni Czarodzieje, reż. Andrzej Wajda, 1960Ciekawe są również okoliczności powstania scenariusza. Gdy Wajda wraz z Jerzym Andrzejewskim nie mogli sobie poradzić z uchwyceniem pokoleniowej wibracji, wsparli się młodym Skolimowskim, wtedy laureatem nagrody poetycznej. Boks, jazz i Lambetta to właśnie jego wkład jako amatorskiego boksera i obsesyjnego fana zespołu Komedy. A ów napisał muzykę do filmu, nadając mu atmosferę autentycznych imprez i dobrych knajp. Sam Skolimowski też skorzystał na doświadczeniu pracy z Wajdą, zdając tego samego roku egzaminy do łódzkiej filmówki, a wkrótce realizując wspomniany powyżej, słynny debiut „Rysopis” będący kolejną pamiętną wizytówką tamtego czasu.

Wajda określał później swój film jako „najmniej polityczny” ze wszystkich, które zrobił. Aczkolwiek po premierze byli i tacy, którzy musieli oczywiście przestrzec przed „podstępną” treścią, np. Janusz Wilhelmi w Trybunie Ludu pisał tak: „Dla niejednego widza, zwłaszcza młodego, zawarta w filmie próba krytyki będzie zgoła niedostrzegalna. Znacznie bardziej atrakcyjny wyda mu się ów wzorzec łatwego życia i użycia, tak ponętnie przez realizatorów wyeksponowany. A to można już ujmować w kategorie społecznej szkodliwości.” (źródło; wajda.pl). Czyli niezależność obyczajowa może kojarzyć się z wolnością nie tylko osobistą, ale również polityczną. Trop ujęty w takich komentarzach może okazać się zatem wyjątkowo aktualny. Mimo wszystko nie sądzę, by „życie i użycie” śniło się po nocach widzom „Niewinnych Czarodziei”.

Niewinni Czarodzieje, reż. Andrzej Wajda, 1960Przyznaję, że moje zainteresowanie Warszawą od początku zdominowało perspektywę patrzenia na film – bardzo przecież udany, z doskonałymi rolami dwóch wiodących postaci oraz pięknie zainscenizowany. Żałuję jednak, że prezentacja miasta powstającego z umarłych nie daje głębszego wglądu w jej na nowo kreowaną przestrzeń. Scena z pędzącym na skuterze przez miasto Bazylim jest fantastyczna, lecz jedyna tak pełna. Pod tym względem „Niewinni Czarodzieje” to tylko aperitif przed nie zaserwowanym daniem głównym. Pewnie sam jestem sobie winien, lecz te wszystkie legendy, jakoby była to wizytówka miasta, mocno zagnieździły się w mojej wyobraźni.

Co do pięknej Warszawy lat 60. to warto sobie powtarzać pytanie o to, jak wyobrażenia mają się do rzeczywistości. Gdy bohaterowie idą w cieniu stosunkowo nowiutkiego Pałacu Kultury, duża część kadru zdobi rozgardiasz ruin, zabudowany dopiero współcześnie. Z kolei ujęcia z pięknej, wypełnionej po brzegi hali Gwardii byłyby dziś zdjęciami z obskurnego supermarketu, w którym często robię zakupy. Niestety, rzeczywistość ściera się nieustannie z tymczasowością. Bazyli i Pelagia nie podjęli jeszcze decyzji, co z nią zrobić.

Tytuł: Niewinni Czarodzieje (ang. Innocent Sorcerers)
Reżyseria: Andrzej Wajda
Scenariusz: Jerzy Andrzejewski, Jerzy Skolimowski
Premiera: 1960
Czas Trwania: 87 min.
Produkcja: Polska

Zwiastun wersji zrekonstruowanej cyfrowo

 

główny motyw muzyczny autorstwa Krzysztofa Komedy
http://www.youtube.com/watch?v=NPb6p6dVhQo

Dodaj komentarz