Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image

IntoKino | 21/10/2017

Scroll to top

Top

2 komentarze

„Lewiatan” kontra „Geograf przepił globus”

„Lewiatan” kontra „Geograf przepił globus”

Marsz „Lewiatana” przez festiwalowe konkursy uczynił go najgłośniejszym filmem rosyjskim w zeszłym roku. Dodatkowo pomogła sąsiedzka cenzura zakazująca dystrybucji filmu w kinach, co jeszcze bardziej zwróciło uwagę publiczności zachodniej i zaowocowało Złotym Globem oraz nominacją do Oscara. Tymczasem, by obejrzeć „Geograf przepił globus” trzeba liczyć na pokaz w kinie studyjnym lub stosować inne ekwilibrystyki. A szkoda, bo to ten drugi opowie nam więcej o autentycznej twarzy Rosji, niż pompatyczny „Lewiatan”.

Na mój gust fachowcy od reklamy powinni doradzić Alekasandrowi Veledynskiemu, reżyserowi „Geografa…” trochę inny tytuł, bo do nośnych na pewno nie należy (film oparty jest na książce o tym samym tytule). Najlepiej byłoby, gdyby podpytał o to twórców „Lewiatana”, bo ten z kolei przewiduje potrzeby masowego widza na wielu poziomach. Oba filmy opowiadają o trudach życia naszych sąsiadów, ale moje porównanie wypada zdecydowanie na korzyść „Geografa…”

lewiatan

Myślałem, że nigdy nie zrobię tego typu założenia, ale „Lawiatan” zdaje mi się pasować do opisu filmu skrojonego pod Oscary i tego rodzaju nagrody, i jak wiemy z takiego zadania wywiązał się nieźle. Podobnie jak w swoim słynnym debiucie „Powrót”, nagrodzonym Złotym Lwem w Wenecji, Zwiagincew przepieknie fotografuje Rosję, co i rusz zapierając dech w piersiach niesamowitościami wschodnich krajobrazów. Pod tym względem twórcza konsekwencja potwierdza talent i styl. Problem polega na tym, że ta estetyczna uczta oddala nas od realnego życia, przesuwając akcenty kosztem narracyjnej składni. Takie posługiwanie się wielkimi kwantyfikatorami, estetycznymi i scenariuszowymi, czyni opowieść tak uniwersalną, że mogłaby ona w zasadzie powstać wszędzie, nie tylko w Rosji.

Podstępna władza różnych proweniencji, pichcąca swoje interesy kosztem bogu ducha winnego obywatela, który miał pecha znaleźć się w złym miejscu o złym czasie, to żadna tam prawda o Rosji, ale dość znana prawda o całej naszej cywilizacji – a przede wszystkim scenariuszowa klisza wielu podobnych historii. Rozumiem, że wódka pita na umór i SUVy wypełnione bezwzględnymi mafijnymi osiłkami to lokalna specyfika, niespecjalnie jednak odkrywcza. W „Geografie…” wystarczyła dowcipna scena, gdy jedna z postaci filmuje w kabinie na kogo głosuje podczas wyborów – kierując kamerkę telefonu najpierw na kartę, później na własną twarz – by wystarczająco sugestywnie zaznaczyć biznesowe zobowiązania. Oczywiście nie odbieram „Lewiatanowi” wszelkich wartości, bo opowieść o zderzeniu ludzkich potrzeb z brutalną rzeczywistością jest ważna, ale nie w pełni przemawia do mnie ta zbyt natrętna próba tworzenia kina epickiego.

geografjpg

Po tymi względami „Geograf przepił globus” to inny typ kina. W warstwie zdjęciowej autor nie zmienia prowincjonalnego rosyjskiego miasta w tajemniczą krainę spoza świata. Skutecznie łączy oblicze obskurnych domostw, niszczejących budynków, czy upadłego portu, z zasobami pozamejskiego krajobrazu, pokazując, jak piękną i zróżnicowaną krainą jest Rosja. Realizm fotografowania jest zatem tym co odróżnia oba filmy na korzyć „Geografa…” mimo wspaniałych, acz jednorodnych zdjęć konkurenta. W „Lewiatanie” nawet pozornie prosty dom głównego bohatera, z panoramicznymi ścianami z okien i sięgającym z nich widokiem po daleki horyzont, jest krajobrazową perełką pompującą podniosłą atmosferę. Ewentualną stratę takiego domostwa łatwiej współczuć, niż stratę zatęchłego mieszkanka w sowieckim bloku z wielkiej płyty – czyli zwyczajowym domostwie większości Rosjan, świetnie sfotografowanych w „Geografie…”.

W ten i inne sposoby Veledynski stosuje pogłębione metody stylistyczne, czyniąc realistyczny komentarz do tamtejszych wyobrażeń o nowoczesności, zamożności i sposobu określania statusu społecznego. Koegzystencja współpracowników i bliskich głównego bohatera przekrojowo opisuje główny nurt estetyki społecznej Rosji. Na kanwie filmowej historii o osobistym, duchowym kryzysie bohatera, pokazuje tzw. życie codzienne. Ponadto maszyneria dnia powszedniego jest spleciona ze stanem ducha wszystkich postaci, a jest ich w „Geografie…” wyjątkowo dużo, włączając w to szkolną młodzież i czyniąc nie naiwne nawiązanie do klasyków opowiadających o wpływie i wzajemnych przemianach na linii nauczyciel – uczniowie.

Dzięki skromności „Geografa…” i jednoczesnej, szerokiej panoramie społecznej i krajobrazowej – gdyż bohater częściowo prowadzi dosłowną podróż, najpierw w mieście, potem poza nim – mam poczucie, że dowiedziałem się czegoś o życiu w średniej wielkości rosyjskim mieście. A także obejrzałem piękny film o życiu z uzależnieniem, walce o wierność samemu sobie i osobistą wolność, z wszelkimi tej walki wzlotami i upadkami.

Natomiast dwa elementy narracyjne pozostają wspólne dla obu filmów, co prawdopodobnie oznacza, że są bardzo prawdziwe (pomijając nieustanne picie wódki przez wszystkich i wszędzie). Po pierwsze rosyjskie społeczeństwo ma strukturę zdecydowanie patriarchalną, choć „płeć piękna” odznacza się wyjątkowym temperamentem. W obu filmach pokrywa się to jednocześnie z dużą swobodą obyczajową męsko-damskich relacji. Z drugiej strony jest to walka nierówna, bo prawa i role są jednak przypisane odgórnie. W tej materii bohater „Lewiatana” to raczej przykład dość powtarzalnej wersji ludzkiej psychologii, podczas gdy w „Geografie…” intelektualna i psychologiczna refleksja głównego bohatera nadają filmowi znacznie większą głębię, również w tym wątku odsadzając konkurenta.

Możliwe, że jestem zbyt mało romantyczny i kości prastarego wieloryba w niepojętym otoczeniu – „Lewiatan” – nie ruszają mnie tak bardzo, jak wrak starej barki przycumowany w zardzewiałym porcie i rozmowa dwójki walczących o życie rozbitków – „Geograf przepił globus” – polecam.

Tytuł: Geograf przepił globus (ros. Географ глобус пропил – Geograf globus propil)
Reżyseria: Aleksandr Veledinsky
Scenariusz: Rauf KubayevAleksandr VeledinskyWalery Todorowski
Premiera: 2013
Czas Trwania: 120 min.
Produkcja: Rosja

 

Tytuł: Lewiatan (ros. Левиафан – Lewiafan)
Reżyseria: Andriej Zwiagincew
Scenariusz: Andriej Zwiagincew, Oleg Niegin
Premiera: 2014
Czas Trwania: 140 min.
Produkcja: Rosja

Komentarze

  1. Magda

    „Geograf przepił globus” to jeden z moich ulubionych filmów. Ciekawa historia, a do tego wspaniały Kostia Chabienski. Pięknie sfotografowany Perm i trafne zestawienie tego z ukazaniem życia zwykłych Rosjan. Największą zaletą filmu jest to, że zaskakuje widza ( np. prowadząc taką, a nie inną relację Witki z Maszą, obrazując zasady moralne głównego bohatera) co jest odtrutką na schematyczne produkty filmopodobne na eksport. Do tego wiele detali, które czynią film nieszablonowym (wspomniane głosowanie, czy też scena w mieszkaniu nauczycielki niemieckiego – czarno-białe, surowe mieszkanie jest analogią do postawy kobiety i jej szorstkiego stosunku do Wiktora). Bardzo polecam.

    Szczerze mówiąc do seansu przekonał mnie właśnie intrygujący tytuł. :)

    • Paweł

      W pełni się zgadzam, a tytuł może być rzeczywiście chwytliwy, ale obawiam się, że tylko dla wąskiej grupy odbiorców ;)

Dodaj komentarz