Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image

IntoKino | 30/04/2017

Scroll to top

Top

„Kung Fury”, czyli wspominki z salonu gier

„Kung Fury”, czyli wspominki z salonu gier

Trwający 30 minut „Kung Fury” to przede wszystkim abstrakt do estetycznych rozkoszy lat 80. (cały film poniżej). To taki sentymentalny wspominek kina przygodowego i gier Arcade, czerpiących swoje scenariusze z tych samych źródeł, z których korzystali twórcy filmów i oczywiście teledysków skąpanych mrokiem, punkową obfitością kolorów i nieodłącznym trybem walki, najlepiej „kung-fu”.

Kto w młodości pałętał się po wypożyczalniach video i salonach gier, ten ma prawdopodobnie szczęście współuczestniczyć w doświadczeniu pokoleniowym dzisiejszych (co najmniej) 30-latków. Walka o nowego Indiane Jonesa na kasecie VHS mogła być przebita tylko przez bijatykę w Street Fighterze i tego typu gry na automatach, w których znajomość kung-fu była na porządku dziennym. Popularność wspomnianej gry poświadcza fakt, że była pierwszą na podstawie której zrobiono, niezbyt zresztą udany, film. W roli głównej słynny Van Damme i przysięgam, że czekało się na premierę z niecierpliwością.

Szwedzki autor pomysłu David Sandberg dzięki owocnej zbiórce na Kickstarterze wyprodukował, wyreżyserował i zagrał główną rolę w „Kung Fury”. Film cieszy się dużą popularnością, a jego debiut przypadł podczas festiwalu w Cannes, co było nie lada nobilitacją. Zapewne film „kupuje” się albo w całości, albo w ogóle, bo odnosi się do bardzo konkretnej stylistyki, ale sama idea i dzielna praca amatorów nad realizacją jest więcej niż godna uznania.

Sandberg w skrótowej opowieści sięga do wszystkich podstawowych odniesień estetycznych kultury popularnej lat 80. Niepokonany stróż prawa staje naprzeciw czystemu wcieleniu zła chcącemu zapanować nad światem. Komputery przypominają maszyny do pisania, serie z karabinów krzyżują się z kopniakami w stylu wschodnich sztuk walki, które to nawiązują do ich wizualizacji z gier na automatach. A w grach Arcade każdy potrafił walczyć – nawet Michael Jackson, żeby tylko uświadomić współczesnym, jak powszechny był pojedynek dobra ze złem – a wyglądało to m. in. tak:

Film promuje gwiazdor tamtej dekady David Hasselhoff (serial „Nieustraszony”, w którym „niestraszonym” był przede wszystkim super nowoczesny i inteligentny samochód), występując w teledysku będącym piękną wizytówką tamtej ery. Wszystko się zatem zgadza, a drobne detale i nieodłączny humor stawiają wokół „Kung Fury” odpowiedni cudzysłów, byśmy mogli bez specjalnego kombinowania, niezależnie od przynależności pokoleniowej, skorzystać z mniej czy bardziej wyrafinowanej rozrywki w stylu popkultury lat 80.

A ja muszę przyznać, że zapytanie komputera o treści: „You’re about to hack time. Are you sure?” chwyciło mnie za serce – „yes, I am sure!” wykrzyczałem w duchu.*

Tytuł: Kung Fury
Reż: David Sandberg
Scenariusz: David Sandberg
Premiera: 2015
Czas trwania: 30 min.
Produkcja: Szwecja

David Hasselhoff śpiewa (trailera nie umieszczam, bo to straszliwy spoiler, generalnie streszcza on i tak skrótową, z racji czasu trwania filmu, opowieść)

„Kung Fury” cały film

Kung Fury – a tu cały film z klasycznym lektorem lat ’90, czyli Tomaszem Knapikiem – to ma swój smak ;)

*”Zamierzasz zhakować czas, czy jesteś pewien?” (…) „tak, jestem pewien!”

Dodaj komentarz