Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image

IntoKino | 30/04/2017

Scroll to top

Top

Komplet w „Grand Budapest Hotel” (reż. Wes Anderson, 2014)

Komplet w „Grand Budapest Hotel” (reż. Wes Anderson, 2014)

Pełna satysfakcja z wizyty w kinie wprawiła mnie w tak kontemplacyjny nastrój, że spóźniam się z recenzją niemal dwa miesiące… No cóż, w życiu są rzeczy ważne i ważniejsze, i z tym na pewno zgodziłby się główny bohater Pan Gustave H., w świetnej kreacji Ralpha Fiennes. Przybliżanie fabuły, nawet w największym skrócie, byłoby zdradą nie tylko treści, ale „tajemnicy” kina i fantazyjnych światów, w które od czasu do czasu wprowadzają nas niektórzy twórcy. Wes Anderson na pewno zalicza się do tej grupy, gdyż pielęgnując swój styl w „Grand Budapest Hotel”, osiągnął pełnię na każdej płaszczyźnie.

Osiągając tak dobrze zrównoważony poziom treści z metodą oraz plastyki ze słowem, Anderson ma szanse przekonać do siebie fanów nie tylko własnego portfolio, lecz wszelkiego dobrego kina. Grand Budapest Hotel (reż. Wes Anderson, 2014)Fundamentem filmowej fantazji reżysera są obrazy dopracowane do najmniejszych szczegółów kompozycyjnych. Trochę przypomina w tym szachistę, budującego na planszy perfekcyjny układ, bo przecież bardziej wypieszczonych kadrów i konsekwencji estetycznej trudno byłoby wymagać.

Siłą rzeczy, tak jak szachowe postaci cechują różne możliwości zagrań, tak reżyser korzysta ze zróżnicowanych gatunków filmowych, od komedii przez kryminał, do romansu i dramatu, skutecznie żonglując nastrojem. Tylko z tak zwanym ‚tempem szachowym’ nie ma ta opowieść nic wspólnego, raczej ma prędkość saneczek zjeżdżających z wysokiego stoku.

Przyznam, że nigdy nie byłem bezwzględnym wielbicielem filmów Andersona – nie dlatego, że nie podobały mi się stworzone przez niego światy, ale dlatego, że zazwyczaj nie były one w pełni precyzyjne, co przy jego fantazyjnej estetyce jest kluczowe. Ale tym razem, z powodu perfekcyjnej konstrukcji oraz doskonałej brygadzie postaci i zdarzeń – pokornie zginam kark, jak przystało niewiernemu Tomaszowi. Prócz strony plastycznej siłą filmów Andersona jest też ucho do dialogów. Dzięki temu bezpretensjonalność bohaterów jest mocą, która pompuje w widza energię ze zdwojoną dawką.

Oprócz Ralpha Fiennes w filmie cały ogrom gwiazd w rolach mniej czy bardziej epizodycznych. Wśród nich m in. Edward Norton, Jude Low, Adrian Brody, William Defoe, Hervey Keitel, Jeff Goldblum, Tilda Swinton i oczywiście Bill Murray. Jednym słowem zatrzęsienie postaci na szachownicy precyzyjnej fabuły. Nie wiem jaki był budżet filmu, ale albo oni wszyscy bardzo lubią Andersona, albo jego pozycja jest już niebywale mocna.

Jako reżyser i scenarzysta, Wes Anderson trzyma pieczę nad oryginalną całością i tym razem wyszedł mu doskonały komplet. Jego filmy, w tym również „Grand Budapest Hotel”, przypominają bajkę opowiadaną wieczorem przed snem – i w dorosłej świadomości stanowią piękną odpowiedź na potrzebę powrotu do dziecinnej wyobraźni.

Tytuł: The Grand Budapest Hotel
Reżyseria: Wes Anderson
Scenariusz: Wes Anderson
Premiera: 2014
Czas Trwania: 100 min.
Produkcja: USA, Wielka Brytania

Dodaj komentarz