Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image

IntoKino | 30/04/2017

Scroll to top

Top

Jestem w Polsce i nie mogę się wydostać – „Między nami dobrze jest”, reż. Grzegorz Jarzyna, 2014

Jestem w Polsce i nie mogę się wydostać – „Między nami dobrze jest”, reż. Grzegorz Jarzyna, 2014

Akurat przechodziłem centrum Warszawy, przez uroczy plac Defilad, nie pierwszy raz klnąc na czym świat stoi brzydotę tego miejsca, gdy uderzyła mi do głowy banalna refleksja, że przemiany okolic Pałacu Kultury są ciekawym zobrazowaniem transformacji naszego narodowego ducha. Te wieloepokowe chodniki i słupki, budy i grzybki zastępujące szczęki i hale, place budowy i podupadły park z fontanną w formie blaszanej rury sterczącej ponad powierzchnie brudnej wody. No i parking dumnie prezentujący nasze małe przynależności do Europy; samochody i minibusy wolnorynkowo przywożące mazowiecką gawiedź do pracy w Stolicy. Podejrzane, że ten zalew grzybicznych uczuć poprzedził seans „Między nami dobrze jest”, najwyraźniej moja polska dusza już przeczuwała skandaliczne wejście z butami do naszego prywatnego życia.

Dorota Masłowska popełniła tytułową sztukę już kilka lat temu. Reżyserował ją Grzegorz Jarzyna w teatrze TR, a teraz postanowił przenieść ją na wielki ekran. Oryginalna inscenizacja nadawała się do tego świetnie, bo również na deskach teatru Jarzyna budował drugi plan z efektów video.

Filmowa wersja jest wierna pierwowzorowi, acz różni się wykorzystaniem podstawowej cechy pracy z kamerą, czyli kadrowaniem. Choćbyśmy nie wiem jak wiercili się na teatralnym fotelu, nie zmienimy perspektywy patrzenia na przedstawienie. W filmie Jarzyna zmusza widza do koncentracji, używając zbliżeń i oddaleń, mimo zachowania perspektywy widza siedzącego na wprost sceny, z jej ograniczoną głębią.

Jarzyna z Masłowską nie mają litości, bo łapiąc za bebechy, sprowadzają do wspólnego mianownika różne warstwy społeczne. „Między nami dobrze jest” jest obrazem powszechnej społecznie traumy, więc nie zdziwię się, gdy ktoś będzie chciał protestować przeciw „leczo z przeterminowanej śmietany” i innym, natrętnie fizjologicznym odniesieniom.

Masłowska ma genialną umiejętność sięgania do korzeni, do atrybutów codziennej rzeczywistości. Zakupy w Tesco czy innej Biedronce, trauma wojny, wielkie plany i opinie wprost z wysokiego piętra PRL-owskiego bloku wiążą nas w endemiczną wspólnotę. Nasz polski kompleks wydaje się większy niż w wiara w Pana Boga i ta codzienna szarpanina zamieniać ma się w wirtualną rzeczywistość, wyuczoną z „filmów video i kaset”, jak to określa Metalowa Dziewczynka w jednym ze swoich kluczowych dialogów.

Metoda wskazywania źródeł przez wyjaskrawione do absurdu objawy rzeczywistości musi męczyć widza. Uciec się nie da, bo Masłowska, jako pisarka, stosuje swój niewątpliwy dar nawijania, a Jarzyna, jako reżyser teatralny, również pielęgnuje słowo. W filmie nie można zrobić przerwy na drugi akt lub odłożyć kolejny rozdział książki na następny dzień. Może dlatego film trwa jedyne 70 min., byśmy byli w stanie przetrwać ten wściekły atak.

„Między nami…” to rodzaj aktu wyzwolenia i poddania jednocześnie. Z charakteru zmagań bohaterów wnioskuję, że uratować nas może jedynie doprowadzenie do poważnego stanu klinicznego. Odnoszące się do tytułu, niby wykrzyczane, acz nieśmiale próby otuchy puentują nas bez litości w finałowym monologu „Metalowej dziewczynki”. Pewnie możnaby zrobić zarzut twórcom, że ta wizja jest trochę zbyt jednowymiarowa. Ale bezwzględność słowotoku Masłowskiej jest tak intensywna, że mogłem tylko pokornie pochylić głowę na koniec seansu.

Porównując wersję kinową i teatralną musze stwierdzić, że jednak „na żywo” jest trochę lepiej. Proszę mnie źle nie zrozumieć, filmową wersję polecam, lecz odczucie kompletności formy i treści bez wątpliwości towarzyszyło mi po dawno temu widzianym spektaklu, natomiast w realizacji filmowej dałoby się znaleźć kilka nierówności. Perfekcyjny rytm spektaktu, w wersji kinowej zachwiał się nieco przy prezentacji poszczególnych typów ludzkich, delikatnie gubiąc proporcje. Nie wiem, czy nie myli mnie pamięć, ale mam również wrażenie, że w trakcie spektaklu możliwości green screenu były wykorzystane jeszcze bogaciej niż w filmie. Ale i tak prawie wszyscy w kinie siedzieli w ciemności do końca napisów.

Z całą pewnością jestem pełen uznania, jak można wykorzystywać środki filmowe, grać drugim planem, światłem i montażem w sztuce teatralnej przeniesionej do kina. Narodowy Insytytut Audiowizualny, który jest współproducentem filmu, zarejestrował już wiele innych przedstawień (dostępne na ninateka.pl). Mam wrażenie, że dzieki tej pielęgnowanej pracy, kolejne realizajce podnoszą swój poziom, a działność tej instytucji daje nam wgląd w pracę najlepszych polskich reżyserów teatralnych, co jest naprawdę sprawą godną uwagi i pochwał.

A co obrazków oddających naszego ducha, pozostaje się tylko pocieszać, że na Placu Defilad niedługo rozpocznie się nowa budowa. Powstanie Muzeum Sztuki Nowoczesnej przez duże N. I tego ostatniego życzę temu i przyszłym pokoleniom. Amen.

Tytuł: Między nami dobrze jest
Reżyseria: Grzegorz Jarzyna
Scenariusz: Grzegorz Jarzyna (na podstawie sztuki Doroty Masłowskiej)
Aktorzy: Danuta Szaflarska. Aleksandra Popławska, Magdalena Kuta, Maria Maj, Agnieszka Podsiadlik, Roma Gąsiorowska, Rafał Maćkowiak, Adam Woronowicz
Premiera: 2014
Czas Trwania: 70 min.
Produkcja: Polska

Dodaj komentarz