Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image

IntoKino | 15/12/2017

Scroll to top

Top

Dałem się wycyckać i zwlekałem z obejrzeniem „Polskiego gówna”

Dałem się wycyckać i zwlekałem z obejrzeniem „Polskiego gówna”

Biję się w piersi i przyznaję, że znowu dałem się wy..kiwać „mediom głównego nurtu”, bo po premierze „Polskiego gówna” z przekaźników głównie słyszałem przeciągłe „nie”, w związku z czym zwlekałem z zobaczeniem filmu. Oczywiście niesłusznie, bo film jest niezły, choć nie bez wad.

Tymon Tymański, czyli przede wszystkim muzyk, a w tym przypadku pomysłodawca, główny realizator filmu i aktor, całe życie próbuje walczyć z Babilonem i nieodmiennie robi to z poczuciem humoru. Dlatego „Polskie gówno” to satyra, która, łącząc różne formy filmowe, żartuje z codzienności muzyka w niedorozwiniętym rynku, w którym dodatkowo przyszła mu idiotyczna chęć na granie nie-popowych melodii. Główny konflikt zasadza się właśnie na walce undergroundu z muzycznym blichtrem, zbierającym splendor i kasę.

Film dosadnie raportuje życie w trasie oraz, co ważniejsze, zagląda pod pierzynę popularnych „show” telewizyjnych i jest to o tyle ważne, że w Polsce takich filmów i komentarzy bardzo brakuje. Rozrywkowy światek nieustannie kreuje się przecież na backstagu, a „Polskie gówno” jest jednym z nielicznych filmów starających się coś nam opowiedzieć o tamtej rzeczywistości.

Podział na wolnych i zniewolonych jest zaznaczony mocną kreską, może czasami za mocną, co może czynić zrozumiałym sprzeciw tych, który nie chcą wierzyć w totalny spisek i układy. Jak to do końca jest, naprawdę nie wiem, ale jeśli chodzi o życie w trasie to wizja Tymańskiego jest całkowicie prawdziwa, co wiem dzięki nielicznym, ale jednak, własnym doświadczeniom. Jeśli mniej „wykwalifikowany” widz śmieje się tylko z „mięsa” rzucanego bez ustanku przez wszystkich i wszędzie, czy pijaństwa w „apartamentach” na trasie koncertowej, to już jego własny problem, natomiast nie dyskredytuje to w żaden sposób filmu i realizmu w tej warstwie.

Pewien problem z odbiorem filmu może wynikać z różnicy pokoleniowej między Tymańskim a młodymi widzami, co zresztą on sam sygnalizuje wątkiem nieprzewidzianych przez niego konsekwencji seksualnej sekwencji z popową gwiazdką (Sonia Bohosiewicz). Forma filmu jest eksperymentalna i nieco szarpana, wątek nawiązujący do gen. Jaruzelskiego jest dla młodych prehistorią znaną z telewizji, podobnie jak szalone i kiczowate lata ’90., do których siłą rzeczy odnosi się Tymański i spółka (praca na filmem zaczęła się około 2008 r.).

Jeszcze inny przykład dotyczy Roberta Brylewskiego z powodzeniem grającego jedną z wiodących ról. W pewnej recenzji na popularnym wideo-blogu dwaj młodzi prowadzący z kpiącymi oczami jadą po filmie, nazywając Brylewskiego „jakimś starym alkoholikiem”. Ewidentnie nie mają pojęcia, że ten gość jest legendą sceny muzycznej lat ’80., i nie widzą również, że w archiwalnej scenie umieszczonej w filmie, w której młody punkowiec mówi o walce z systemem, wystepuje tenże Brylewski sprzed 30 lat, acz jeszcze z bujną czupryną i młodocianym urokiem.

Te i inne elementy sprawiają, że „Polskie gówno” sytuuje się arytmicznie pokoleniowo, tzn. nie jest ani pełną reprezentacją rówieśników Tymańskiego, ani nie reprezentuje obecnej „młodzieży”, mimo że teoretycznie walczy z „systemem”, co u zasady powinno być wyznacznikiem młodego pokolenia. Żeby zatem choć trochę przybliżyć dwie generacje, przypominam krótki materiał o „Kryzysie” i Brylewskim, z którego kadry pojawiły się w filmie.

Eklektyczna forma „Polskiego gówna” mi akurat bardzo odpowiada, a tego typu ekserymentowanie z estetyką uważam za wyznacznik dobrego kina. Niewątpliwie jednak na filmie odbiły się cieniem długie lata jego realizacji i postprodukcji. Czasami brakuje reżyserskich pomysłów (albo po prostu czasu na planie zdjęciowym) owocując dość topornym przechodzeniem z jednej formy plastycznej w drugą, szczególnie podczas wprowadzania wątków musicalowych.

Natomiast prezentacja pieśni Halamy czy Brylewskiego przypadła mi bardzo do gustu i są to jedne z lepiej zrealizowanych sekwencji w filmie. Pewnie szkoda, że zabrakło pieniędzy/zasobów, by pozostałe fragmenty lepiej komponowały całość, ale i tak większość śpiewanych tekstów, humor i niezbywalny dystans Tymona do samego siebie (i kolegów) wynagradzają niedoróbki formalne. Poza tym w rolach drugoplanowych świetnie wypadają praktycznie wszyscy zaangażowani (Marian Dziędziel, Arkadiusz Jakubik, Sonia Bohosiewicz, Jan Peszek, Bartłomiej Topa i inni)

Na pewnym etapie rama scenariuszowa staje się nieco przewidywalna i możliwe, że umniejsza to odczucie orzeźwiającego otrzeźwienia, które starają się zaserwować nam twórcy. W zamian jest to świetna okazja, by w dobrych nastrojach napić się z kumplami (i kumpelami) na pohybel tandetnego świata z „Pol-Sadu”, co i wam polecam.

Tytuł: Polskie gówno
Pomysł i produkcja: Tymon Tymański
Reżyseria: Grzegorz Jankowski
Scenariusz: Tymon Tymański
Premiera: 2014
Czas Trwania: 93 min.
Produkcja: Polska

Dodaj komentarz