Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image

IntoKino | 01/05/2017

Scroll to top

Top

Cztery Pory Roku, reż. Andrzej Kondratiuk

Cztery Pory Roku, reż. Andrzej Kondratiuk

Andrzej Kondratiuk jest reżyserem takiego typu filmów, dla których trzeba rezerwować czas. Jego filmowa afirmacja życia ujmuje prostotą, lecz wymaga skupienia. W tym przypadku, niejako w nagrodę, „Cztery Pory Roku” koją wszelki wielkomiejski ból. Film przyjmuje formę dziennika o życiu w skromnej chacie otoczonej rzeką i łąkami. Codzienność bohaterów wypełnia własnoręczna praca, wznosząca nie tylko róznorakie konstrukcje, ale przede wszystkim rozwijając międzyludzkie relacje. Opowieść zaczyna się od budowy prostej tamy, a sięga aż do fantazyjnych artefaktów skrywających ponadludzką moc. „Cztery pory roku” to ponadczasowa opowieść i pierwsza część tak zwanego „tryptyku gzowskiego”.

Film przeznaczony nie tylko dla marzących o ucieczce na wieś, do małej chatki otoczonej naturą. „Cztery Pory Roku” jest niezwykle uniwersalny i sprawi przyjemność nawet tym, którzy na myśl o życiu z daleka od cywilizacji bledną ze strachu. Przede wszystkim, oprócz domku i tamie na rzeczce, Kondratiuk buduje świat wypełniony chęcią działania i tworzenia. Pracując ręka w rękę z bratem, spogląda w przeszłość. Niosąc w lektyce sędziwego ojca, przewiduje przyszłość. A tę chłopięcą perspektywę kontrastuje z kobiecym światem swojej żony (Iga Cembrzyńska) oraz matki.

Andrzej Kondratiuk jest filmowcem totalnym. Jest reżyserem, operatorem, aktorem, scenarzystą, etc. W tym przypadku stworzył nawet muzykę (a w zasadzie dźwięki). Realizacja trzyma świetny poziom nie tylko dzięki jego wyobraźni, ale również wyjątkowym umiejętnościom czysto warsztatowym. Obok niego w filmie pojawia się jego brat Janusz (również reżyser, np. „Dziewczyny do wzięcia”). Także ich sędziwy ojciec Arkadiusz Kondratiuk z żoną (i matką) Krystyną. Oraz oczywiście partnerka życiowa i twórcza; Iga Cembrzyńska, odgrywająca niepoślednią rolę w działalności reżysera.

„Cztery pory roku” powstał na początku lat 80. Ten okres często kojarzy się z czarno-białymi zdjęciami w telewizji i obrazkami żołnierzy grzejących się przy koksownikach rozstawionych na ulicach miast w czasie Stanu Wojennego. Kondratiuk w zamian pokazuje obraz nasycony kolorami i satysfakcją z codzienności. Prowadzi swoją opowieść, całkowicie abstrahując od polityki i społeczeństwa. Ponadto Gzów położony jest zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od Warszawy, a dziś tamte okolice to już niemal przedmieścia. Choćby dlatego warto zobaczyć, jak wyglądała chatka na uboczu i jej otoczenie w świecie, który w jakimś sensie już nie istnieje.

Głęboka interakcja na linii ojciec-synowie, rezonująca różnymi znaczeniami, robi na mnie szczególne wrażenie. Film ogląda się swobodnie, gdyż Kondratiuk, jak zawsze, nie stroni od humoru, scenek rodzajowych, itd. Nie ma tu żadnego pseudointelektualnego zacięcia – Kondratiuk to typ faceta z „krwi i kości”, a jego samotnia wibruje energią. W takim świecie wszystko ze sobą współżyje; przyroda, ludzkie budowle, młodość i starość, ludzka wyobraźnia i świat fizyczny. Rosnąca magiczność swoistego dziennika Kondratiuków sprawia, że jest absolutnie uniwersalny, trafiając w różnorodne potrzeb odbiorcy, te z realu i te ze świata duchowego. Jestem przekonany, że na widzów potrzebujących kontemplacji „Cztery pory roku” zadziała lepiej niż jakikolwiek środek uspokajający.

Tytuł: Cztery Pory Roku
Reżyseria: Andrzej Kondratiuk
Scenariusz: Andrzej Kondratiuk
Premiera: 1985
Czas Trwania: 71 min.
Produkcja: Polska

Film pod zakamuflowanym tytułem „wszystkie miesiące” dostępny jest na youtube w niezłej jakości (5 części), link do 1. części:

Dodaj komentarz