Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image

IntoKino | 28/04/2017

Scroll to top

Top

Chinese Box, reż. Wayne Wang, 1997.

Mimo że „Chinese Box” nigdy nie był ulubieńcem krytyków, zawsze miałem do niego pewien sentyment. Oto Hong Kong w przededniu oddania władzy komunistycznym Chinom przez Brytyjczyków zarządzających wyspą przez niemal 100 lat. Jeremy Irons jako samotny dziennikarz zamieszkuje ją od wielu lat. Dzięki niespokojnemu duchowi, który nosi go po zakamarkach tego państwa-miasta, poznajemy słynną wyspę. Motorem napędowym opowieści jest uczucie do kobiety, lecz z czasem przed bohaterem staje poważniejsza perspektywa.

Wątek miłosny, choć ważny, nie jest najmocniejszą stroną filmu. Momentami można dopatrzeć się zbyt dużego sentymentalizmu, a przede wszystkim, po prostu brakuje chemii między bohaterami romansu. Z drugiej strony, tę romantyczną historię można uznać za symbol i pretekst do poznania i zapałania uczuciem do Hong Kongu.

Miłość dwójki bohaterów zdaje się być prostą projekcją uczuć do krainy, która w ówczesnej formie przechodziła do historii. Reżyser wykorzystuje profesję głównej postaci i wyposaża go w nowoczesną cyfrową kamerę. A ponieważ wałęsanie się to jedna z ulubionych metod spędzania czasu przez bohatera – w obiektywie kamerki mamy okazję zobaczyć realistyczną twarz Hong Kongu. Sytuacja w której Brytyjczycy przygotowują się do oddania wyspy, jest szczególna. Dzięki tym formalnym zabiegom film stał się mini-dziennikiem tamtego czasu i panującej atmosfery.

Świat odchodzący w przeszłość oraz ostatecznie znikające perspektywy bohaterów usprawiedliwiają nazbyt romantyczną formę. Gdyby romans był bardziej namiętny, a Hong Kong troszkę lepiej spenetrowany, filmowy pomysł zostałby w pełni wykorzystany. Ale i tak warto.

Tytuł: Chinese Box
Reżyseria: Wayne Wang
Scenariusz: Jean-Claude Carrière, Larry Gross
Premiera: 1997
Czas Trwania: 99 min.
Produkcja: Francja, Japonia, USA

Dodaj komentarz