Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image

IntoKino | 30/04/2017

Scroll to top

Top

Bulwar zachodzącego słońca (ang. Sunset Boulevard), reż. Billy Wilder, 1950

Bulwar zachodzącego słońca (ang. Sunset Boulevard), reż. Billy Wilder, 1950

Odczucie nieuniknionego przemijania wznosi na tyle ekspresyjny toast w „Bulwarze zachodzącego słońca”, że nie mogę oglądać tego obrazu z nonszalancją godną wiary w nieśmiertelne życie. W opustoszałym domostwie przy Sanset Boulevard dawna gwiazda kina niemego, Norma Desmond, zmaga się z namiętnością do własnej sławy i jak się okazuje może być to proces destrukcyjny dla każdego na kogo skieruje swój wzrok.

Jej sugestywny przykład inspiruje opowieść o powtarzalnych mechanizmach biznesu filmowego, bezlitosnych zarówno dla największych celebrytów jak i codziennych wyrobników – takich jak drugi bohater, Joe Gillis. A również, ta stosunkowo nieskomplikowana przypowiastka przypomina uniwersalne zasady rządzące naszymi śmiertelnymi ciałami.

W głównym wątku młody scenarzysta Joe Gillis uciekając od tarapatów, przypadkowo wkracza w życie dawnej gwiazdy kina niemego. Ów wątek zapomnienia Normy Desmond przez Fabrykę Snów odwołuje się do losu aktorów po rewolucyjnej zmianie technologicznej, jaką był dodatek dźwięku do obrazów.

Do połowy lat 30. XX wieku filmom przygrywał siedzący obok ekranu taper, a dialogi zastępowały pojedyncze napisy oraz sławetna ekspresja widoczna na aktorskich twarzach. Po wspomnianej diametralnej zmianie technicznej, wiele aktorskich sław wyparowało z ekranów jak kamfora, gdyż okazało się, że wplatając słowo w dramatyczny gest, nie są wystarczająco efektowni i umiejętni, co było rownież losem Normy Desmond.

Zmagania dwójki głównych bohaterów obrazują też jeszcze jedną zasadę filmowych przedsiębiorstw, a mianowicie, bezwzględnie biznesowe podejście do procesu produkcji. Choć Desmond, jako gwiazda kina, dorobiła się domostwa nie mieszczącego się na pięciogwiazdkowej skali, jej telefon od dawna Bulwar zachodzącego słońca (ang. Sunset Boulevard)jest równie głuchy jak jej filmy. Tymczasem Joe Gillis odbija się od drzwi kolejnych wytwórni – zbyt dużo czasu minęło od jego dobrego tekstu, nowe nie zapowiadają poprawy.

Ważna to wskazówka dla częstych wizji jakoby pisarz działał przede wszystkim na zasadzie natchnienia, wskazany boskim palcem. Oczywiście są i takie wybitne przypadki, zazwyczaj jednak żaden producent nie czeka, by na jego „robotnika” spłynął strumień świadomości.  Raczej oczekuje rzetelnej pracy nad tekstem, by zmienić go w rozrywkę filmową o różnych stylach. Brak pisarskiej weny rzadko kończy się troskliwym wysłaniem na urlop – owocuje raczej nieodbieraniem telefonów.

Zaznaczam, że Billy Wilder nie kreuje czarno-białego obrazu, co również wpływa na ponadczasową siłę filmu. Daje kilka wskazówek do zrozumienia odrealnionej megalomanii przebrzmiałej gwiazdy i w typowym amerykańskim stylu tworzy dystans do cech Gillisa, formalnie widoczny w postaci komentarzy, w pojawiającej się od czasu do czasu narracji „zza kamery”. Ma to szczególny sens, gdy znamy już sceny finałowe. Jednocześnie, posmak kina noir, klimatyczna muzyka i duża sugestywność postaci czynią obraz kompletnym.

W roli głównej wielka gwiazda kina niemego Gloria Swanson (w swoim czasie słynna rywalka Poli Negri, z powodu podobnych charaktersytyk). Jej biografia splata się niejednokrotnie z postacią Desmond; wystarczy powiedzieć, że w latach 20. mieszkała przy Sunset Boulevard, a w rekordowym okresie otrzymywała około 10 tysięcy listów tygodniowo od rozkochanych fanów. Aczkolwiek jej pożegnanie z przemysłem filmowym odbyło się w odmiennym stylu niż bohaterki filmu, gdy Swanson wyprowadziła się w latach 40. do Nowego Yorku i zmieniała branżę. Rola w „Bulwarze zachodzącego słońca” była wielkim, acz jednorazowym come-backiem. W drugiej roli wiodącej Wiliam Holden, inna amerykańska sława – debiutujący w „Golden Boy”, znany m. in. z „Mostu na rzece Kwai” oraz zdobywca Oscara za rolę w „Stalag 17”.

By sprawę jeszcze bardziej pogrążyć w odcieniach szarości, nie można zapominać, że film jest wyprodukowany przez wielkie Hollywood, nie obawiające się robić żadnej miny do własnego odbicia w lustrze. Film otrzymał 3 Oscary, za kamerą stanęła gwiazda reżyserii Billy Wilder, a producentem było Paramount Pictures, druga najstarsza wytwórnia z LA powstała w 1912 r.

Rok wcześniej rozpoczęło działalność pierwsze studio filmowe na zachodnim wybrzeżu i miało siedzibę właśnie przy Sunset Boulevard, która z czasem, jak grzyby po deszczu obrosła także gwiazdorskim pałacami. Jest to zatem opowieść o przemijaniu miejsc, epok i ludzi – i prawdopodobnie jest to jedyne pewne perpetuum mobile tego świata.

Tytuł: Bulwar zachodzącego słońca (ang. Sunset Boulevard)
Reżyseria: Billy Wilder
Scenariusz: D.R. Marschman, Billy Wilder, Charles Brackett
Premiera: 1950
Czas Trwania: 110 min.
Produkcja: USA

Zwiastun z polskimi napisami (kanał IntoKino)

 

oraz mroczny zwiastun fanowski

Dodaj komentarz