Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image

IntoKino | 23/10/2017

Scroll to top

Top

2 komentarze

Bohater bez twarzy w filmie „Miasto 44” (reż. Jan Komasa)

Bohater bez twarzy w filmie „Miasto 44” (reż. Jan Komasa)

Dla „Miasta 44″ robię zasmucający mnie wyjątek, gdyż zasadą IntoKino jest pisanie tylko o tych filmach, które z pełnym przekonaniem mogę polecić. Film ma swoje dobre momenty, lecz niestety krew w moich żyłach częściej mroziły scenariuszowe niedoróbki i kompozycyjne braki, niż efektowne sceny śmierci. Te ostanie nikogo nie pozostawią obojętnym, ale to za mało, by opowiedzieć o polskiej stolicy AD 1944. Bo ile jest miasta w „Mieście 44″? Tytułowy bohater objawia nam zaledwie pojedyncze wnętrza, a panorama płonącej stolicy nie zrobi na zewnętrznym widzu dużo większego wrażenia, niż ujęcia z pożaru w wieczornych wiadomościach.

Dwa podstawowe odniesienia do Powstania Warszawskiego to brutalna śmierć niesiona przez nazistów oraz barbarzyńskie zniszczenie miasta. W moim przekonaniu zadanie twórców polegało na tym, by oprócz przygnębiających zbrodni, w sugestywny sposób dać odczuć widzowi śmierć ówczesnej Warszawy, do której tak często odnosimy się współcześnie.

Jednak w filmie Warszawy brak i to jest błąd fatalny w skutkach. Utożsamienie się z historią mieszkańców miasta zależy od autentycznego odczucia jego klimatu, przejawów życia i codzienności w szerokim kadrze. Słyszeliście o Paryżu Północy? O warszawskich kawiarniach i nocnym życiu? O kulturowej mieszance i historii wyrzeźbionej na murach budynków? Cóż z tego – podwórko, rzeka, cmentarz i warsztat, ot i cała Warszawa według twórców filmu.

Nawet jeśli twórcy nie mieli obowiązku prezentować miasta w takiej formie, to piszą fabułę niewyraźnym charakterem, czyniąc ledwo letnim przywiązanie do bohaterów. Zakładam, że Komasie przez najbliższe 10 lat śnić się będą porównywania do „Kanału” i Wajdy, ale i ja muszę to powiedzieć – do dziś pamiętam więcej twarzy i „ksyw” z tamtego filmu, niż z obrazu obejrzanego wczoraj. W „Kanale” pozwolił na to precyzyjny scenariusz i aktorski warsztat tchnący charakterem od pierwszego spojrzenia w kamerę.

Umieszczenie przydługich napisów na początku filmu, informujących o tym co się dzieje w mieście i w jakim stanie emocjonalnym jest młodzież rwąca się do walki, to ewidentne próby ratunku w stylu tonącego łapiącego się brzytwy. Trzeba było jakoś skomentować oczekujące sceny brawurowo pozbawione kontekstu. Gdzie jest ta zła krew u roześmianej i wymuskanej młodzieży, bawiącej się w bogatym podwarszawskim domu? Kto ją uciska prócz jednego jedynego Niemca w całym mieście, arogancko machającego szpicrutą?

Lecz by wesprzeć Jana Komasę również dobrym słowem, trzeba podkreślić bardzo dobrą realizację techniczną filmu. Podoba mi się odwaga ilustrowania wydarzeń nowoczesną muzyką, teledyskową formą i specjalnymi efektami jako interpunkcji grubą kreską.

Końcowe trzydzieści minut, gdy reżyser poczuł się już zwolniony z obowiązku prezentowania kolejnych przejawów powstańczego życia i umierania, prowadzone jest płynnie i konsekwentnie, kondensując wreszcie filmową tkankę. Gdyby początkowa część rysująca przestrzeń całej opowieści nie była tak nieudana, odbiór filmu mógłby się diametralnie zmienić, a i estetyczne braki można by łatwiej wybaczyć.

Suma summarum, najważniejszym osiągnięciem „Miasta 44″ to wzniesienie polskiego kina na wysoki stopień realizacji technicznej i mam nadzieję, że inni pójdą tym tropem przy kolejnej „wielkiej” produkcji. Resztę uwag zostawię dla siebie, bo mógłbym jeszcze pisać i pisać, dlatego stawiam już rozczarowaną kropkę.

Tytuł: Miasto 44
Reżyseria: Jan Komasa
Scenariusz: Jan Komasa
Premiera: 2014
Czas Trwania: 130 min.
Produkcja: Polska

 

Komentarze

  1. Byłem w środę na w kinie na filmie, jest piątek – emocje jeszcze są żywe. Film dobry, wręcz bardzo dobry, oczywiście elementy z matrixa są zbędne. Polecam również.

    • PfW

      hm.. to chyba komentarz bez przeczytania tekstu… z drugiej strony moje emocje rzeczywiście są cały czas pobudzone, mimo dwóch tygodni od seansu, ale więcej o tym choćby we wstępie. Pójść na film zawsze warto, by wyrobić sobie własne zdanie.

Dodaj komentarz