Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image

IntoKino | 15/12/2017

Scroll to top

Top

Bękarty Wojny (ang. Inglourious Basterds), reż. Quentin Tarantino, 2009

Bękarty Wojny (ang. Inglourious Basterds), reż. Quentin Tarantino, 2009

Tarantino nie boi się niczego i jestem mu za to bardzo wdzięczny. Czasami przychodzi człowiekowi jakiś szalony pomysł do głowy – ale później racjonalna myśl podpowiada; nie, to byłoby za dużo… Quentin takie myśli „banuje” w moment.

Mimo to warto zauważyć, że amerykański reżyser wziął pod uwagę dodatkową odpowiedzialność, jaka wiąże się z przenosinami w czas II. Wojny Światowej. Pierwsze sceny filmu, stanowiące wstęp i wprowadzenie do jednego z najważniejszych wątków, to stempel perfekcyjnej realizacji i głębokiej świadomości opisywanych czasów – a jednocześnie jej reżyseria jest świadectwem zachowania własnego stylu. Rozmowa dwóch aktorów tej długiej sekwencji, oficera gestapo z gospodarzem domu na francuskiej prowincji, dotyka psychologicznego dna i nic więcej nie może być tam dodane. A to jest właśnie prawdziwy Tarantino – nigdy nie udaje.

Nie udaje, acz owszem – ma dużo nierealnych pomysłów. To inny wyznacznik jego filozofii twórczej; wyobraźnia ma ulegać tylko wewnętrznym ograniczeniom. Dlatego bojówka mszcząca się na nazistach nie razi, lecz raduje – bo któż kiedyś nie pomyślał, że fajnie byłoby mocno „pojechać” z hitlerowcami… Z kolei wpleciona jako osobny wątek historia Shoshanny, a także szpiegowska misja kolejnych bohaterów, pielęgnują delikatną równowagę z realistycznym obrazem dramatu wojny. Do czasu oczywiście…

Bastards work is never done

Quentin Tarantino stworzył najbardziej fantazyjny i złożony obraz wojny, jaki można sobie wyobrazić. Zarzuty o brak realizmu moim zdaniem są nietrafione, gdyż nie taki cel przyświeca tej opowieści. Podstawowych faktów historycznych, ku naszej radości tak brutalnie potraktowanych przez reżysera, przysłonić się po prostu nie da. Tarantino nie mógł zrezygnować ze swojego humoru, dziwacznych postaci i wariackich pomysłów. Równolegle udaje mu się przypomnieć bezwzględność i okrucieństwo wojny – która wydarzyła się z powodu chorych pobudek i zaburzonej wizji świata. Skoro tak, to Tarantino też tak.

Inspiracją pomysłu był włoski film o tym samym tytule (bez błędu w słowie „bastards” – celowego w tytule amerykańskiego filmu) – jak wiadomo Tarantino jest fanem „spagetti” westernów i ogólnie wszelkiej włoszczyzny. Główną twarzą promującą jest Brad Pitt, niewątpliwie dający pokaz niezłego aktorstwa w swojej widowiskowej roli. Do legendy przeszła jednak rola austryjackiego aktora Christopha Waltza. Film otrzymał aż osiem nominacji do Oscara, a ostatecznie przypadł mu tylko jeden – właśnie za drugoplanową rolę Waltza. Jego kreacja niemieckiego pułkownika „Hansa Landy” pozostawia w osłupieniu długo po projekcji. Tarantino dostał Oscara za swój kolejny film „Django” – w konkursie najlepszych scenariuszy – lecz mam wrażenie, że to rodzaj zadośćuczynienia, gdyż „Bękarty Wojny” biją go precyzją i kompletnością opowieści.

Tytuł: Bękarty Wojny (ang. Inglourious Basterds)
Reżyseria: Quentin Tarantino
Scenariusz: Quentin Tarantino, Eli Roth
Premiera: 2009
Czas Trwania: 155 min.
Produkcja: USA/Niemcy

Dodaj komentarz