Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image

IntoKino | 21/10/2017

Scroll to top

Top

„Ave, Cezar!”, Ave, bracia Coen! (ang. Hail, Ceasar!, reż. Joel Coen, Ethan Coen)

„Ave, Cezar!”, Ave, bracia Coen! (ang. Hail, Ceasar!, reż. Joel Coen, Ethan Coen)

Niby nie do końca na poważnie, niby Clooney i spółka stroją komediowe miny znane z wcześniejszej współpracy z braćmi Coen, a jednak „Ave, Cezar!” dotyka wielu strun, grając melodię, która nie tylko bawi, ale i daje do myślenia. Nie zawsze trzeba być tak dramatycznym jak w słynnym „Sunset Boulvard”, by opowiadając o amerykańskiej fabryce filmów i zakamarkach jej studiów lat 40. pokazać ich skomasowaną moc i jednostkową bezsilność. Te dwie strony medalu w „Ave, Cezar!” łączy rola producenta Eddiego Mannixa, w świetnym wykonaniu Josha Brolina. Dawno nie widziałem, by komuś tak dobrze pasował kapelusz skrywający twarz w cieniu i krzyżyk na piersi narzucający trudne wymagania etyczne.

„Wybacz mi ojcze, nie byłem u spowiedzi już 27 godzin” mówi Manninx do księdza i dzięki temu szybko zdajemy sobie sprawę, że z taką odpowiedzialnością nie można sobie poradzić inaczej niż regularnie wyznając grzechy. Wiemy, że Hollywood to maszyna produkująca filmy na zasadzie bezwzględnego przestawiania puzzli. W oku cyklonu producenci funkcjonują jako pośrednicy, poczynając od sprzątaczki na planie, przez dziennikarzy, ekipę filmową, a sięgając aż do właścicieli studiów podejmujących kluczowe decyzje niczym niedostępni bogowie na wysokościach. Rola middle-man musi być trudna i jest dobrą okazją do żartów i gagów obfitujących w „Ave, Cezar!”.

Bracia Coen zaczynali jako autorzy scenariuszy i sami je piszą do wszystkich swoich filmów, co między innymi decyduje, że są jednym z najbardziej oryginalnych głosów w amerykańskiej filmografii. Tym bardziej więc istotne, że napędowy wątek filmu dotyczy najbardziej niedocenianej finansowo kasty rzemieślników kina, jakim są właśnie scenarzyści – bracia pewnie wiedzą o czym opowiadają.

Źle opłacani faceci w tanich garniturach szukają wyzwolenia, a Coenowie sprytnie nawiązują zarówno do ich statusu jak i historii Hollywood, gdy w latach 50. antykomunistyczna komisja McArtura stworzyła czarną listę filmowców (tzw. Hollywood Ten), wśród których główne role odgrywali m. in. scenarzyści (o jednym z nich pisałem przy okazji „Johnny poszedł na wojnę”). Tego typu nawiązań jest oczywiście znacznie więcej, a trzeba też powiedzieć, że George Clooney jako aktor grający Cezara jest nie do podrobienia, podobnie jak wiele innych sław aktorskich w rolach drugoplanowych (a taniec w wykonaniu Channinga Tattuma zapewne przejdzie do historii).

To trochę przytłaczające, że wystarczy opowiedzieć o świecie w tak prosto ustawionym kontekście, wodząc kamerą za kierownikiem produkcji, by widzieć w szerszym ujęciu, że jednostkowe zadania i ambicje zależą od zbiegów okoliczności, jednej dobrej ripoście lub drobnemu porwaniu aktorskiej gwiazdy, bo taki wątek stanowi główną oś działań Eddiego Mannixa – ale może to po prostu doskonale napisany scenariusz, w którym każda scena perfekcyjnie, a może przez to i zbyt łatwo, przechodzi do kolejnej.

Tandetne intelekty celebrytów, nadąsani reżyserzy i everymani świata filmowego dopełniają nieskomplikowaną, acz kompleksową historię z dawnego Hollywood, topiąc widzów w śmiechu i rozpaczy nad nieuniknionym losem. Zwycięzcy zawsze pozostaną zwycięzcami, zdają się mówić bracia Cohen, ale możesz się przy tym dobrze bawić, ewentualnie pójść do spowiedzi.

Tytuł: Ave, Cezar! (ang. Hail, Ceasar!)
Reżyseria: Joel Coen, Ethan Coen
Scenariusz: Joel Coen, Ethan Coen
Premiera: 2016
Czas Trwania: 106 min.
Produkcja: USA

Dodaj komentarz