Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image

IntoKino | 25/04/2017

Scroll to top

Top

Amores Perros, reż. Alejandro González Iñárritu, 2000

Amores Perros, reż. Alejandro González Iñárritu, 2000

Mocne wejście debiutanta Alejandro Gonzáleza Iñárritu do światowego kina. Wielowarstwowy obraz Mexico City, z powodów konstrukcyjnych porównywany do Pulp Fiction. Jak jednak widać, w amerykańskim tytule widnieje słowo „fiction” – „Amorres Perros” natomiast, rości sobie prawo, do opowiadania o prawdziwych obliczach Meksyku. A w owym, przemoc miesza się z luksusem. Miłość ucieka przed biedą. Niebezpieczna ulica czycha na każdego. Tym filmem błyskotliwą karierę zapoczątkował również Gael García Bernal, którego nazwisko jest już lepiej znane niż nazwisko reżysera.

amores3Jeśli ktoś lubi oglądać filmy z postaciami bardziej mięsistymi niż surowy stek, to czeka na niego treściwy posiłek. Niebezpieczna ulica, samotny mściciel, dobry i zły brat, oraz wymownie obserwujące kobiety. I psy, wszędobylskie, bezpańskie lub wypieszczone, sławetne psy stolicy Meksyku pełniące w filmie wszelakie role. Scenariusz jest bardzo dynamiczny, momentami brutalny. Dzięki wyrazistym postaciom i oryginalnej narracji utrzymuje napięcie w typie filmu sensacyjnego. Powszechnie wiadomo, że Mexico City to nie miejsce dla słabeuszy i „Amores Perros” nie walczy z tym stereotypem, pokazując groźne oblicza miasta. Ale nie zostawia widza jedynie w getcie, pokazując trochę normalnego życia; choć trzeba przyznać, że dotyczy ono klas społecznie uprzywilejowanych.

Jak zatem wygląda codzienność w Meksyku? Pewnie nie da się tego ustalić według jednej miary. Koncept narracyjny bazuje na skrzyżowaniu dróg kilkorga bohaterów z odmiennych środowisk. I pewnie takie jest to miasto; wszystko miesza się ze sobą, jak na prawdziwy tygiel przystało. Prócz czysto filmowych opowieści, film siłą rzeczy jest zaangażowany społecznie. Z związku z czym klasyfikuje się go często jako dramat społeczny – lecz momentami jest to po prostu kryminał mocno osadzony w tamtejszych realiach.

Iñárritu tym i kolejnymi filmami przypomniał światu o wszędobylskiej przemocy w jego kraju. W czasie realizacji uliczne gangi kilkakrotnie okradły ekipę filmową. Nie było zatem „przebacz” również dla tych, którzy o ulicach meksykańskiej stolicy chcieli opowiedzieć światu. A upamiętnione zostały na tyle dobrze, że film otrzymał mnóstwo wyróżnień na całym świecie i był mianowany do Oscara. Iñárritu dostał przepustkę do Holywood, tworząć później m. in. „21 gramów” i „Babel” (wszystkie te trzy filmy tworzą trylogię o obliczach meksykańskiego życia).

Dostrzegam tylko jedną słabość, a mianowicie, film robi zdecydowanie najlepsze wrażenie, gdy ogląda się go po raz pierwszy. Meksykańska ulica nie dusi już tak swoją klaustrofobią, a zaskakujące wątki tracą na impecie, gdy przestają być niespodzianką. No ale ten pierwszy raz będzie niezapomniany. Problem meksykańskiej codzienności przepełnionej przemocą zdaje się być nierozwiązywalny, lecz dzięki „Amores Perros” huczał o nim cały świat.

Tytuł: Amores Perros
Reżyseria: Alejandro González Iñárritu
Scenariusz: Guillermo Arriaga
Premiera: 2000
Czas Trwania: 153 min.
Produkcja: Meksyk

Zamiast oficjalnej zajawki umieszczam klip do jednej z piosenek z filmu. Zajawka jest zbyt opisowa i pokazuje kilka ważnych scen. Natomiast muzyka jest bardzo ważnym elementem „Amores Perros”, a klip oddaje częsciowo jego atmosferę – choć to tylko przygrywka, będzie znacznie mocniej podczas oglądania.

Dodaj komentarz