Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image

IntoKino | 30/04/2017

Scroll to top

Top

14 polecanych filmów (+ dodatki) roku 2014 według IntoKino.com

14 polecanych filmów (+ dodatki) roku 2014 według IntoKino.com

Koniec roku to czas podsumowań, więc i ja typuję kilka filmów z roku 2014. Nie wszystko udało mi się zobaczyć; niektóre premiery w Polsce mają miejsce później niż na świecie, dlatego czekam na mocne kandydatury do zestawienia, czyli: Birdman (zwiastun), Dzikie Historie (zwiastun), Inherent Vice (zwiastun)

 

Bez wątpliwości:

Tylko kochankowie przeżyją (reż. Jim Jarmusch) – Jim Jarmusch z dużym wyczuciem połączył estetykę filmu z romantyczną opowieścią o dwóch ludzkich cechach – nieuniknionej śmiertelności i  marzeniu o życiu wiecznym. Jim łączy uczucie nostalgii z ciekawą intelektualną rozprawką o istocie rzeczy, w tle zawodząc na elektrycznych gitarach, bo przecież ciągle jest buntownikiem z dawnej ery.
(cała recenzja tutaj)

Grand Budapest Hotel (reż. Wes Anderson) – jedna z bardziej kompletnych konstrukcji Wesa Andersona. Jest to opowieść monumentalna, acz paradoksalnie, prosta. Płynnie zeskakuje z jednego stopnia opowiadania na kolejny, a przekrój charakterów tworzy szerszy obraz typowych ludzkich postaw, w których prawdopodobnie najważniejsze jest prawe serce, co mógłby nam powiedzieć „Pan Gustave H”., czyli Ralph Fiennes w doskonałej kreacji.
(całą recenzja tutaj)

Wilk z Wall Street (reż. Martin Scorsese) – kontrowersje budził fakt, że film zdawał się nieco gloryfikować postawę głównego bohatera. Mając zatem na uwadze moralny wymiar działań Jordana Belforda, trzeba zdjąć czapki z głów przed Martinem Scosese, który tak rozkręcił tę imprezę, że zastopować ją mogło tylko zderzenie ze ścianą. Jeśli ktoś chce zobaczyć czym jest bezrefleksyjne nieumiarkowanie, to jest to film warsztatowy.
(cała recenzja tutaj)

CKOD 2 – Plan Ewakuacji (reż. Piotr Szczepański) – film dokumentalny, według mnie jeden z lepszych jakie widziałem w tym roku, bo żywy, autentyczny, współuczestniczący w procesie, przez który przechodzą bohaterowie. Jednocześnie jest to smutny, ale prawdziwy obrazek pokoleniowy twórców urodzonych w drugiej połowie lat ’70 a nie tylko film o CKOD, które można lubić mniej lub bardziej.
(cała recenzja tutaj)

Her (reż. Spike Jonze) – nieodległa wizja przyszłości, w której sztuczna inteligencja może nas uwieść i rozkochać. Film wywołuje wszelkie uczucia, bo zwiastun miłości przygnębia utratą kontaktu z rzeczywistością. Wizja Spike’a Jonze oryginalnie komentuje teraźniejszość skupioną głównie na własnych potrzebach. Z drugiej strony „Ona” może być pomysłowym przypomnieniem tego co naprawdę ważne w relacji z innymi ludźmi. Mimo kilku nierówności bez wahania polecam film każdemu (zwiastun).

 

Wpływowe:

Ida (reż. Paweł Pawlikowski) – za niehisteryczne poruszenie istotnego tematu. Nie jestem bezwzględnym fanem „Idy”, ale trzeba jej oddać, że język którym się posługuje, trafia do głowy widzom na całym świecie, przy okazji zdejmując z nas odmę nerwusów, a to bardzo dużo. Poza tym, zdaje się, że „Ida” idzie na Oscara, więc umieszczam ją tutaj, żeby mnie potem nie wytykali palcami – pełen oportunizm po prostu. A tak na serio to niezależnie od osobistej oceny „Idę” trzeba znać.
(cała recenzja tutaj)

Boyhood (reż. Richard Linklater) – pogłoski o tym, że jest to arcydzieło, były przesadzone. Projekt był jednak niepowtarzalny, a filmowanie przez 12 lat materiału z tym samymi, ale oczywiście zmieniającymi się twarzami aktorów, jest bardzo ciekawy. Bo przecież transformacja dotyczy nie tylko dorastającego głównego bohatera, ale wszystkich wokół. Ponieważ film obejmuje tak długi okres, grzęźnie trochę w ogólnikach, będąc przede wszystkim opowieścią o powtarzalności życia.

Nimfomanka (reż. Lars von Trier) – wszyscy czekali na ten film – no i się doczekali.
(cała recenzja tutaj)

 

Dobre kino gatunkowe:

Zaginiona dziewczyna (reż. David Fincher) – miała być dobra opowieść obyczajowo-kryminalno-thrillerowa i była.
(cała recenzja tutaj)

Strażnicy Galaktyki (reż. James Gunn) – komedia sci-fi; rzeczywiście śmieszna i wyprodukowana w wysokiej jakości technicznej. Ponieważ tego typu historie nie mogą uciec od powtarzalnych wzorców, więc w ramach nieustannie iskrzących dialogów twórcy komentują scenariuszowe klisze, których nie byli w stanie uniknąć, dzięki czemu widz nie ma odczucia totalnej powtórki z rozrywki, dobrze się przy tym bawiąc.

 

Filmy z Festiwalu Nowe Horyzonty (spośród tych, które widziałem)

Kumiko (reż. David Zellner) – Film inspirowany miejską legendą o Japonce, która zafascynowana filmem „Fargo” udaje się w podróż z Japonii do Minnesoty, by odnaleźć walizkę z pieniędzmi zakopaną w śniegu. „Fargo” zaczynał się od informacji, że „są to wydarzenia autentyczne”, co było tylko fantazyjną składową filmu. Bohaterka jest jednak przekonana, że ogląda na ekranie prawdziwe wydarzenia i rusza na poszukiwania. Drobna psychodela łączy się z nastrojem komediowym, a dobra, „fargowska” realizacja nadaje „Kumiko” niepowtarzalny klimat. Zdecydowanie polecam (cała recenzja tutaj)

15 stron świata (reż. Zofia Solakiewicz) – Świetny montaż, wypielęgnowane zdjęcia (częściowo inscenizowane) i ciekawa postać Eugeniusza Rudnika zaowocowały wyjątkowym filmem dokumentalnym. Przy pomocy wywiadów i pracy z Rudnikiem, legendy dźwiękowców pracujących w Polskim Radio, reżyserka opowiada o relacji między materią fizyczną a falą dźwiękową. Warto go obejrzeć na dużym ekranie i ze świetnym udźwiękowieniem, bo wtedy robi największe wrażenie. Film zaowocował między innymi wydaniem płyty (około 80-letniego) Rudnika i jego występem na Off Festiwalu w 2014 r. (zwiastun)

Porwanie Michaela Houellebecqa (reż. Guillaume Nicloux) – inteligentne i zabawne fantazje fantasty. Realizacja dokumentalną estetyką sprawia, że opowieść jest autentyczna i życiowa, choć mocno absurdalna. Ten film jest trochę jak spotkanie przy kawiarnianym stoliku, gdy ktoś opowiada ciekawą i dziwną historię (zwiastun)

Książe (reż. Karol Radziszewski) – specyficzna forma dokumentalna opowiadająca o Ryszardzie Cieślaku, ulubionym aktorze Grotowskiego. Dla niektórych to film skandalizujący, gdyż odsłania alkowy codzienności teatru i życia intymnego, co jest moim zdaniem absurdalnym zarzutem. W rzeczywistości to po prostu spojrzenie na twórców Teatru Laboratorium z kolejnej perspektywy, niezbędnej, by móc zrozumieć ich pełną charakterystykę.
(cała recenzja tutaj)

 

To nie jedyne filmy, które podobały mi się w 2014 roku. Przyzwoity poziom prezentują „Bogowie”, „Powstanie Warszawskie”, „Locke”, „Lewiatan”, „Szukając Vivian Meier” czy „Wolny Strzelec”, jednak ich większa czy mniejsza (czasem minimalna) niekompletność nie pozwala mi, na umieszczenie ich na powyższej, subiektywnej liście. „Interstellar” również nie w pełni wypalił, ale nie żałuje, że poszedłem zobaczyć go w kinie, to samo dotyczy kilku jeszcze filmów gatunkowych (na przykład „Służb specjalnych”, których główny problem polega na tym, że film kończy się w momencie, w którym powinien się dopiero na poważnie zacząć). „Wielkie piękno” wychwalane przez wielu, to w mojej opinii esencja pretensjonalności – sorry, ale pseudo problemy zakochanego w sobie Jepa mam w głębokim poważaniu (choć zdjęcia i realizacja bardzo dobra)

Nie widziałem: „Pod mocnym aniołem”, „Jack Strong”, „Mama”, „20 000 dni na ziemi”, „Citizenfour”, „Under the Skin”, „Whiplash”.

Dodaj komentarz